<
+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 4 z 8 PierwszyPierwszy ... 2 3 4 5 6 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 31 do 40 z 77
  1. #31
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    "Proście, a będzie Wam dane"
    Ta daaam! Miłego czytania. Mówcie jak się podoba.




    - Żartujesz sobie – Tony patrzył na nią tak, jakby powiedziała coś kompletnie bez sensu, w typie tłumaczenia z marsjańskiego na ziemski w filmie „Marsjanie Atakują”. – Nie zapoznałaś się z konsekwencjami uruchomienia –
    - Zapoznałam się – przerwała mu.
    Alexia tylko siedziała na łóżku Tony’ego ze spuszczoną głową. Chłopak popatrzył uważnie na Nikę, po czym roześmiał się bez radości.
    - Nie, jaja sobie robisz.
    - Tak, strusie wielkanocne – odpowiedziała lekko zirytowana. – Jestem twoim dowódcą i równie dobrze mogłabym w ogóle z tobą tego nie omawiać. Nie mamy czasu teraz na ten temat dyskutować, rozumiesz?
    - Dobrze – wyrzucił w górę ręce z rezygnacją. – Dobrze. Zapytajmy jej – wskazał dziewczynę na łóżku. - Lexi, wyperswaduj jej ten niedorzeczny pomysł – rzucił wciąż wpatrując się w przyjaciółkę z determinacją.
    - Ona ma rację, Tony – powiedziała cicho, wciąż nie podnosząc oczu.
    Oboje spojrzeli na nią jednocześnie całkowicie zdziwieni.
    - Co?!
    - Jej życie się nie zmieni, a może to uratować istnienie Laurze. Ataki będą się powtarzać. Jedynym rozwiązaniem jest procedura X24P5A.
    Szokujące były nie tyle jej słowa, co spokój z jakim je wypowiadała. Nika skinęła jej głową w geście podziękowania, natomiast Tony potrzebował dłuższej chwili na zrozumienie tego, co właśnie się wydarzyło.
    - Czekaj… - wymierzył palec w Alexię. – Czyli się z nią zgadzasz. Wiesz, że jest lekkomyślna i nawet nie ma dziewiętnastu lat? I że dopiero kierownictwo musi zaaprobować tę decyzję?
    - Zaaprobowało – wtrąciła Nika.
    - Nie z tobą – urwał gwałtownie i powoli przeniósł na nią wzrok. – Jak to zaaprobowało? Czy wyście wszyscy poszaleli? Lepiej się nie zbliżajcie, bo jeszcze się zarażę – uniósł ręce w obronnym geście. -Na cokolwiek chorujecie.
    - W porządku, kiedy tu wrócimy, dostaniesz izolatkę – Nika zajęła się przeszukiwaniem szufladki w szafce nocnej. – Wkładamy lecterki i w drogę.
    - Do tej pory nie wiem jak ktoś mógł wpaść na pomysł, żeby nazywać skórkowe uniformy lecterkami – rzucił Tony.
    - To taki czarny humor – powiedziała Alexia, idąc w stronę drzwi. – W zawiązaniu do „milczenia owiec”.
    - Wiem, Lexi – westchnął. – Ja tylko… - pokręcił głową. - Nieważne.
    - Widzimy się za dziesięć minut w hangarze. Polecimy Eclipce 500. Michael już go przygotowuje, będzie pilotem – powiedziała Nika i wskazała Tony’emu mini drzwi do mini-łazienki.
    Wziął swoją lecterkę i poszedł się przebrać. Alexia też skierowała się już do wyjścia.
    - Zaczekaj – powiedziała Nika. Podeszła do niej i szepnęła – dziękuję, że mu nie powiedziałaś.
    - Masz? – Zapytała Alexia ignorując podziękowania.
    Nika kiwnęła głową i pokazała jej małą strzykawkę, którą chowała w dłoni. Rozeszły się bez słowa.


    ***
    - To nie jest dobry pomysł. Ten pomysł sklasyfikowałbym nawet jako bardzo zły – narzekał Net.
    - Jeśli widzisz inne, lepsze rozwiązanie, chętnie posłucham – powiedział Felix z zaciętą miną.
    Jechali czerwonym samochodem jego mamy z prędkością dla niego typową, czyli zdecydowanie za szybko. Nikt nie wpadł na pomysł, by w środku lasu ustawiać znaki z ograniczeniem prędkości, choć w tej sytuacji prawdopodobnie i tak na nic by się nie zdały.
    - Felix, zabijesz nas. Słyszysz?
    Chłopak nie odpowiedział, tylko rzucił okiem na GPS.
    - Jeszcze kilometr.
    Net westchnął i opadł na fotel czując, że mu słabo. Jednocześnie serce waliło zbyt mocno, jakby chciało być pewne, że przepompuje całą krew, jaką powinno, zanim jego właściciel dokończy żywota. Wizja czarnych folii na poboczu i zwiniętego w harmonijkę samochodu nienadającego się już nawet do kasacji, zdecydowanie motywowała do szybszych obrotów.
    - Manfred, chcesz być dobrym synem i uratować ojcu życie? Powiedz, że się myliłeś.
    - Nie, niestety nie. Informacja o miejscu pobytu Laury została potwierdzona. Nie rozumiem tylko, dlaczego nie zostawicie tego Wydziałowi Bezpieczeństwa.
    - Nie zamierzam czekać czterech lat na ich porażkę – rzucił Felix i gwałtownie zatrzymał samochód. – Dojechaliśmy.
    - Zastanów się jeszcze. Zamierzamy pożyczyć coś z Instytutu. Być może bezzwrotnie. Coś dużego i bardzo drogiego. – Net spojrzał błagalnie na przyjaciela.
    Felix zamknął na chwilę oczy i wziął głęboki wdech.
    - Stary, naprawdę nie chciałem tego robić, ale cię potrzebuję. Słuchaj mnie uważnie. Zadaj sobie jedno proste pytanie. – Głos mu się nieco załamał. – Co, jeśli ci sami ludzie porwali Nikę?
    Net patrzył na niego uważnie. Nieco nachylił się w jego kierunku i zmarszczył brwi.
    - Jest zaginiona, nie porwana – powiedział wolno. – Już zdążyłem pogodzić się z myślą, że nie żyje. Nikt jej nie porwał. Rozumiesz? Ona nie żyje. Zginęła w wypadku. I nie ma żadnego sposobu, by to zmienić.
    Felix uciekł wzrokiem gdzieś w bok. W jego oczach odbiły się latarnie przed pałacykiem – częścią Instytutu. Wyraźnie bił się z myślami, kalkulował. Wiedział, że dawanie złudnej nadziei jest czymś strasznym. Jeśli jednak nie byłaby złudna, a można by ocalić istnienie…
    - W noc po tym, kiedy nas wypuścili ze szpitala – odezwał się cicho, nie patrząc na przyjaciela – Laura miała taki sen. Śnił jej się ten wypadek. Mówiła coś o czarnych rękach, które wyciągały Nikę z samochodu. Była ranna i nieprzytomna, ale Laura twierdzi, że żyła. Próbowała ją zatrzymać w środku, ale tych rąk było za dużo. Jedna z nich zaczepiła paznokciem o jej szyję, rozcinając skórę. Potem poczuła ból w głowie i urwał jej się film. Ten sen powtarzał się parokrotnie.
    Zapadła ciężka cisza. Nawet las jakby zamarł w oczekiwaniu, wiatr przestał szeleścić liśćmi, sowy i słowiki umilkły. Wydawało się, że czas ustał i mógłby nigdy nie zacząć biec na nowo.
    - Felix?
    Chłopak spojrzał ostrożnie na przyjaciela.
    - Tak?
    - Cz... Czy tylko mi się wydaje, czy Laura ma bliznę na szyi?
    Felix zacisnął zęby i wbił wzrok w kierownicę.
    - Nie, nie wydaje ci się.
    Za oknem jedna z lamp zamrugała na pomarańczowo. Po chwili znów zaczęła świecić w pełni swych możliwości. Czas postanowił kontynuować swój maraton.
    - Ok, idziemy – Net pchnął drzwi samochodu i wyszedł na żwirowy podjazd.
    Felix poczuł się winny. Nie powinien był tego robić, jednak ludzie, którzy ratują życie bliskich, są zdolni do największych zbrodni. Gdyby powiedział mu coś takiego w czasach sprzed wypadku, ten by się wściekł, że nie raczył poinformować go wcześniej i zrobiłby wielką awanturę. Net przyjmujący takie ciosy na chłodno był… nieco niepokojący.
    Wyjął kluczyki ze stacyjki i również wyszedł z samochodu. Wziął z kieszeni bluzy swoją starą elekrogitymację i zawiesił na szyi. Zamknął samochód, sprawdził, czy zrobił to dokładnie i ruszył do bocznego wejścia. Nie musiał się oglądać, i bez szelestu żwiru wiedziałby, że przyjaciel idzie za nim.


    ***
    Dziewczyny w lecterkach wyglądały świetnie. Wszystkie. Ten uniform był lekki, przylegający do skóry ale i elastyczny, dopasowujący się do właściciela. Ponadto był tak skonstruowany, by dało się go szybko zdjąć i szybko włożyć. Na korpusie miał wbudowane coś w rodzaju kamizelki kuloodpornej, ale nowej generacji, tak, że nie przeszkadzało to w ruchach. Na łydkach, ramionach, po bokach i na wewnętrznej stronie ud miał kieszonki, przez co faceci wyglądali w tym jak snajperzy, a dziewczyny jak tajne agentki z komiksów. Ze schematu wyłamywały się tylko obuwiem. Nie nosiły wysokich szpilek, tylko płaskie buty ochraniające kostki i łydki, na gumowej podeszwie.
    Tony włożył do zapinanej na pasie kabury pistolet kalibru 12mm. Wszedł na pokład Eclipse 500. Na jednym z miejsc dla pasażerów już siedziała Alexia. Miała zamknięte oczy, głowę opartą o zagłówek, oddychała miarowo, ale nie spała. Uspokajała się. Robiła to przed każdą akcją. Musiała wyciszyć emocje, a dać sobą rządzić chłodnej logice. Nie mogła pozwolić ponieść się impulsom, odruchom.
    Otworzyła oczy w chwilę przed tym, jak Nika weszła na pokład. Jej energia spłoszyła spokój i zdystansowanie Alexii. Przed nimi godzinny lot, zdąży ochłonąć. Wsadziła głowę do kokpitu pilota.
    - Michael, wszystko gotowe?
    - Tak, możemy lecieć– odpowiedział głos zza drzwi.
    - Dobrze, ruszaj jak tylko otrzymasz pozwolenie na start.
    Usiadła na pierwszym miejscu i zapięła pas. Wyjrzała przez małe okienko na mechaników i inżynierów krzątających się w hangarze. Ktoś przygotowywał awionetkę do kolejnego startu. Odwróciła wzrok. Miała awersję do awionetek.
    Poczuła, że samolot drgnął. Wylot na wprost nich otworzył się. Usłyszała krótki komunikat z kabiny pilota, po czym Eclipse 500 wyjechał na powierzchnię, z każdą sekundą zwiększając prędkość. Na właściwym pasie startowym poruszał się już tak szybko, że powietrze samo powinno go unieść. Wzbili się w górę. Nika wyjęła z kieszonki cukierka i zaczęła szybko ssać, by zmniejszyć ból głowy i uszu spowodowany bardzo szybką zmianą ciśnienia. Ponownie wyjrzała przez okienko. Zobaczyła światła Warszawy. Czarną plamę oznaczającą las. Przyłożyła dłoń do szybki. Była na powierzchni po praz pierwszy od czterech lat. Gdyby to stało się w dzień, szok mógłby być zbyt duży. Teraz powinna skupić się na zadaniu.
    Po kilku minutach Michael ustabilizował lot. Odwróciła się do Tony’ego i Alexii.
    - Powtórzę plan.
    ***
    Gregory James Patel poprawił koszulę wystającą spod marynarki i odetchnął cicho. Z szyi ściągnął kluczyk na zawieszce i włożył go do zamka. Musiał poprawić, kluczyk był bardzo skomplikowany, tak, że nie dałoby rady otworzyć drzwi, na przykład wsuwką lub drutem. Usłyszał znajome kliknięcie i przekręcił ostrożnie gałkę.
    Pokój był ciemny, rozświetlał go jedynie blask księżyca. W chłodnym powietrzu czuć było sól morską. Zasłony powiewały przy otwartym szeroko oknie. Na ułamek sekundy serce podeszło mu w okolicę trzeciego migdałka, ale nie, ona nie wyskoczyła. Siedziała w łóżku z podkulonymi kolanami, przykryta kołdrą. Światło odbijało się w jej oczach. W jakiś sposób wyczuwał jej strach. Zamknął za sobą drzwi i pstryknął włącznik światła. Dopiero teraz mógł zobaczyć jej krwistoczerwone włosy, wyraźnie odcinające się na tle eleganckiego pokoju w stonowanych barwach. Nie poruszyła się, tylko wodziła za nim dużymi oczami. Pomyślał, że jest ładna, prawdopodobnie podobała się wielu chłopakom. Gdyby jednak chciał mieć w domu kolejną ładną dziewczynę nie zadawałby sobie tyle trudu. Chodziło konkretnie o nią.
    - Dobry wieczór, moja droga – odezwał się łagodnie po angielsku siadając w fotelu obok łóżka. – Mam nadzieję, że podróż nie była dla ciebie zbyt wyczerpująca.
    - Kim jesteś? – Zapytała nieufnie.
    - Nazywam się Gregory James Patel, jestem właścicielem tej posiadłości, z zamiłowania naukowcem. Nie bój się, nic ci tu nie grozi, naprawdę. Dopilnuję, byś była traktowana jak prawdziwa księżniczka – uśmiechnął się do niej delikatnie. – Powiedz, jak ci na imię?
    Patrzyła na niego intensywnie.
    - Dlaczego mnie pan porwał?
    - Odpowiem na twoje pytanie, ale kultura wymaga, byś najpierw ty odpowiedziała na moje.
    Westchnęła. Poddała się, jest jego, choć wciąż nie czuła się tu bezpiecznie. Trudno, przywyknie.
    - Laura. Na imię mam Laura. Teraz moja kolej.
    Uśmiechnął się szerzej, jak wujek, który próbuje przekonać siostrzenicę, że szczepionka może i trochę boli, ale chroni przed bardzo groźnymi chorobami.
    - Z tego, co mi wiadomo, jesteś bardzo dobrą i nad wyraz zdolną dziewczyną. Masz niezwykły umysł. Jeśli wykorzystywałabyś go w pełni, mogłabyś zrobić wiele dobrego dla ludzkości.
    - Okay – uniosła ręce w obronnym geście. – Nie wiem, co pan brał, ale wolę porozmawiać kiedy już pan wytrzeźwieje.
    - Och, moja droga, skąd ten niemądry pomysł?
    - Nie mam bladego pojęcia o czym pan mówi. Wiem natomiast, że moja rodzina bardzo się o mnie niepokoi. Czy mogłabym skorzystać z telefonu i poinformować ją chociaż, że żyję? – Zapytała głosem mocnym, acz w granicach kultury.
    Patel ułożył usta w dzióbek, zmarszczył brwi i spojrzał na nią z cynicznym współczuciem.
    - Niestety, to nie będzie możliwe. Jeśli zadzwonisz, namierzą miejsce, w którym przebywasz. Twoja przeprowadzka mogłaby nie spodobać się pewnym ludziom i – rozłożył ręce – szczytny plan działania na rzecz nauki pójdzie w las. A mogłabyś tak się przysłużyć!
    Laura coraz szerzej otwierała oczy. Poczuła, że ma problemy z oddychaniem. Mimo szeroko otwartego okna zrobiło się jej jakoś słabo.
    - Czyli… Nigdy mnie pan stąd nie wypuści?
    - No masz! – Klasnął w dłonie. – Skąd ci to przyszło do głowy, panienko? Oczywiście, że nie zostanie tu panienka na zawsze! Chyba nie posądza mnie panienka o tak nieludzkie zamiary.
    - Więc kiedy mnie pan wypuści?
    - W swoim czasie. Najpierw musi mi panienka zaprezentować swoje zdolności. Zrobimy niezbędne pomiary, badania. Spokojnie, nic się panience nie ma prawa tu stać. Jeśli tylko okaże się panienka pomocna, będzie tu żyła jak w raju.
    - Z dala od rodziny i przyjaciół? Wiedząc – urwała na chwilę, czując jak w gardle rośnie jej wielka gula. – Wiedząc, że będą odchodzić od zmysłów? Jeśli będziecie na mnie przeprowadzać jakieś chore eksperymenty? To ma być raj?!
    Obraz się jej zamazał, a na policzek spadła łza.
    - Moja droga – dotknął jej ramienia, ale od razu mu się wyrwała. – Czasami trzeba się poświęcić. Jeśli los obdarzył cię niezwykłymi zdolnościami, nie można ich zaprzepaścić. Jesteś jednym przypadkiem na milion. Od lat prowadzę badania, ale jeszcze nigdy nie udało mi się poznać takiej osoby. Mogłabyś mi coś pokazać?
    - Co? – Zapytała głucho.
    Spojrzał na nią z wyczekiwaniem.
    - Wie panienka, działanie z wykorzystaniem panienki zdolności.
    - Nie mam bladego pojęcia o czym pan, do cholery, mówi!
    - Oj, a miałem taką nadzieję na współpracę. Cóż – podniósł się z fotela. – Jest jeszcze jeden sposób, byś pokazała mi, co umiesz – jednym sprawnym ruchem ucisnął ją w okolicy karku. Widział przerażenie w jej oczach, gdy nie mogła poruszyć żadnym mięśniem. Z kieszonki marynarki wyciągnął strzykawkę z bladoniebieskim płynem. – To jest środek do pobudzania pewnego obszaru mózgu, konkretnie odpowiedzialnego za strach. Moi naukowcy ustalili, że panika najmocniej aktywuje wasze umiejętności. Dlatego, wybacz kochana, ale skoro inaczej się nie dogadamy… - Odbezpieczył igłę. Wbił ją w jej tętnicę na szyi i wprowadził płyn do krwioobiegu. – Nic ci się nie stanie. Tylko trochę się przestraszysz.
    Puścił ją. Upadła na poduszki i gwałtownie zaczerpnęła powietrza, jak ryba wrzucona na powrót do wody. Podszedł do drzwi i otworzył je swoim małym kluczykiem.
    - Przykro mi – powiedział jeszcze, napotykając jej spojrzenie.
    Wyszedł, nieco zbyt mocno uderzając drzwiami o futrynę, dla pewności, że się zamknęły. Powiesił sznurek z kluczykiem na szyi i spokojnie odszedł do pokoju z monitoringiem, w którym zgromadzili się już naukowcy. Po kilku minutach z pokoju dziewczyny doszedł zduszony krzyk.

    staranowaziemia.blogspot.com

  2. #32
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Hej, mnie naprawdę motywują tę komentarze. No i mogę uczyć się na błędach.; ) kolejny frag wrzucę niedługo, nie chcę popełnić błędu fabularnego, więc muszę chwilę nad tym posiedzieć.

  3. #33
    Zaciekawiony FNiN
    Dołączył
    Jul 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    2

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    W takim razie z dedykacją dla Twojej motywacji
    Opowiadanie bardzo spójne, jak do tej pory. Podoba mi się sam pomysł i jego wykonanie.
    Zręczną akcją stopniowo budujesz napięcie, aż chce się jak najszybciej dowiedzieć co będzie dalej, więc celnie przykuwasz uwagę czytelnika.
    Co do błędów to rzuciło mi się w oczy tylko ,, nie dałoby rady otworzyć drzwi’’, choć może to nie błąd, ale jakoś tak to zdanie mnie ugodziło ;P
    To właściwie tylko czepianie się, bo fanfick genialny, więc liczę na szybki kolejny fragment i dalszą wenę autorki

  4. #34
    Zaciekawiony FNiN
    Dołączył
    Feb 2015
    Płeć
    Wiek
    20
    Posty
    16

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Wróciłam dzisiaj z wycieczki, a tu nowy fragment. <3 Pisz dalej

  5. #35
    Zaciekawiony FNiN Awatar Szreniczka
    Dołączył
    Jul 2015
    Płeć
    Wiek
    26
    Posty
    2

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Specjalnie się zarejestrowałam na tym forum, żeby ci przekazać, jak bardzo to opowiadanie mi się spodobało Jednym tchem przeczytałam wszystkie fragmenty i z zapartym tchem czekam na następne. Niech moc będzie z tobą!

  6. #36
    Zaciekawiony FNiN
    Dołączył
    Feb 2015
    Płeć
    Wiek
    20
    Posty
    16

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Kiedy następny fragment?

  7. #37
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Przepraszam bardzo za to opóźnienie, serio, miałam ostatnio trochę spraw na głowie, a teraz akcję muszę planować bardzo precyzyjnie, bo zamierzam... Nie, nie mogę powiedzieć, zobaczycie sami. Ale mi się moja wersja bardzo podoba. Mam nadzieję, że będziecie mieli podobne odczucia. Poważnie, spróbuję wrzucić coś tak szybko, jak będę mogła, ale muszę uważać, żeby nie popełnić głupiego błędu, który mi zaważy potem na fabule. Cierpliwości, nawet na treningach i przed snem o tym myślę!
    staranowaziemia.blogspot.com

  8. #38
    Zaciekawiony FNiN Awatar popła
    Dołączył
    Jan 2015
    Płeć
    Wiek
    21
    Posty
    32

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Zgadzam się ze wszystkimi pochwałamia i będę czekać cierpliwie , ale już nie mogę się doczekać

  9. #39
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Słuchajcie, przepraszam Was bardzo, ale nie zdążyłam przed wyjazdem wstawić fragmentu, który mam w komputerze. Wracam za tydzień i serio pierwsze co zrobię to wstawię ten frag. Na pocieszenie powiem, ze jest dość długi.
    Pozdrawiam i jeszcze raz przepraszam. Ale polecajcie znajomym to opo, kawałek w końcu już jest.
    Ostatnio edytowane przez Mortenka ; 12-08-15 o 21:17

  10. #40
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Jeszcze raz przepraszam, że tak późno. Ale jednak. Miłego czytania i mówcie, co myślicie.


    - Wiesz, Felix, miewaliśmy różne idiotyczne pomysły, ale ten jest chyba najbardziej powalony.
    Felix i Net stali przy bocznym wejściu do hangaru. Całe szczęście ktoś kiedyś uznał, że cenniejsze jest to, co w środku, nie na korytarzu, toteż monitoring - czy też raczej jego brak - działał na ich korzyść.
    Patrzyli w ekran netowego laptopa transmitującego obraz z kamerki nowego wynalazku Wydziału Nanotechnologii, stworzonego we współpracy z ojcami Felixa i Neta – cyber muszki owocówki.
    Hangar połączony był z początkiem pasu startowego, w związku z czym hala była naprawdę ogromna. Na przeciwnej niż korytarz ścianie widać było wiele zsuniętych, metalowych kilkunastometrowych „drzwi”, za którymi prawdopodobnie przechowywane były maszyny.
    W hali głównej stała tylko niewielka awionetka przygotowywana przez mechaników do odlotu. Net obrócił obraz i w kadrze pojawił się inny niewielki samolot.
    - Stary, patrz – popukał w ekran. – To chyba odrzutowiec.
    - To nie jakiś tam odrzutowiec – powiedział Felix nachylając się nad laptopem. – To Eclipse pięćset! Wyprodukowano ich tylko dwieście sześćdziesiąt. Chyba będzie startować.
    Cyber muszka podleciała bliżej okienek samolotu. W środku siedziały dwie osoby na miejscach dla pasażerów. Mini kamerka skierowała się w stronę kokpitu pilota. Felix i Net chwilowo zapomnieli o swojej misji ratunkowej widząc wszystkie te guziki i przyciski. W środku uchyliły się drzwi. Pilot odwrócił się od sterów, chyba, żeby coś komuś odpowiedzieć. Po chwili znów skupił się na swojej robocie.
    - Nie chyba, ale na pewno będzie startować. Lepiej odlecieć, jeszcze nam się muszka wkręci w silniki – powiedział Felix.
    - Stary, nie chciałbyś zobaczyć od środka takiego silnika?
    Przyjaciel posłał Netowi ciężkie i bardzo znaczące spojrzenie. Ten tylko wzruszył ramionami i wcisnął coś na klawiaturze, skutkiem czego obraz z kamerki przez chwilę stał się rozmazany. Odzyskał ostrość już kilka metrów dalej. Wciąż pokazywał odrzutowiec, ale z innej perspektywy.
    - Skup się. Musimy się dostać do… schowka numer czternaście – przeczytał Felix zapisaną drobnym pismem na przedramieniu informację. – Manfred, na pewno udało ci się przerobić moją elektrogitymację tak, żeby poziom uprawnień był zgodny z wymaganiami wypożyczenia tego…
    - Tak, tak, wszystko załatwione – odezwał się głos z komputera. – Ale pospieszcie się. Wprawdzie zatrzymałem automatyczny raport o nadaniu nowego poziomu uprawnień, aczkolwiek nie ręczę, że nikt się nie pokapuje. To duży i drogi sprzęt, nieatestowany, więc rzadko używany.
    - Felix, zabijesz nas – Net poważnie popatrzył na przyjaciela. Trwało to jednak tylko chwilę. Szybko przypomniał sobie, dlaczego zgodził się na ten niedorzeczny pomysł.
    Eclipse 500 wyjechał już na właściwy pas startowy na powierzchni. Obrazem na ekranie trochę zachwiało, ale zaraz wrócił do swojego podstawowego, statycznego stanu. Net rozszerzył ekran tak, by było widać całą halę. Niestety tak zwany „schowek czternasty” był usytuowany dokładnie na środku hangaru. Nie istniała możliwość przemknięcia tam niezauważenie.
    - Świetnie. Co teraz robimy? Na totalnym legalu tam nie wejdziemy.
    - Hm… - Felix potarł brodę w zamyśleniu i nieco zmrużył oczy. – Jesteś pewien?
    Wstał i otrzepał się z niewidzialnego kurzu. W ich stronę szła niebrzydka brunetka w typowym dla mechanika stroju. Z dużej kieszeni zwisała jej brudna szmatka, która być może była kiedyś biała. Dziewczyna przerzucała kartki w swoim clipboardzie, co i rusz stawiając długopisem niewielki znaczek. Widocznie musiało to być coś ważnego, gdyż drugi pisak zatknięty miała za uchem, na wypadek, gdyby pierwszy odmówił współpracy. Była tak zajęta, że prawie wpadła na Felixa, który celowo zastąpił jej drogę.
    - Przepraszam – zaczepił ją, a ona mrugnęła kilka razy oczami, jakby wracała z innej rzeczywistości. – Wiesz może, gdzie dostaniemy takie stroje? – Wskazał jej uniform. – Nasze zostały zgubione w pralni, a niestety mamy pracę niecierpiącą zwłoki.
    - Och, to się strasznie często zdarza, serio, nie wiem, kogo zatrudnili w tej pralni i czemu jeszcze nie zwolnili – Przewróciła oczami, ale się uśmiechnęła. – Możecie coś wziąć z tamtego magazynu, pokój numer pięć – wskazała drzwi w drugim końcu korytarza. – Spoko, jest otwarte. Lecę, szef mnie zatłucze na śmierć tym clipboardem, jeśli nie oddam mu sprawozdania na czas.
    Jeszcze raz lekko się uśmiechnęła, ale podkrążone oczy wysyłały wyraźne sygnały, że ostatnie na co ma ochotę to szczerzenie się do nieznajomych. Odwróciła się i poszła dalej korytarzem. Przyjaciele odprowadzili ją wzrokiem aż znikła za załomem. Chwilę później bez zastanowienia skierowali się do wskazanych drzwi. Faktycznie, były otwarte. Felixa wszedł pierwszy i wcisnął pokryty grubą, pożółkłą gumą włącznik światła. Podłużne lampy przemysłowe tuż pod sufitem zajarzyły się niebieskawym bądź pomarańczowym światłem. Ewidentnie był to magazyn dla ludzi zajmujących się brudną, w dosłownym tego słowa znaczeniu, robotą. Na kilku wieszakach na kółkach rodem z magazynu modowego wisiały robocze uniformy. Większość z nich pokryta była niespieralną farbą bądź wyraźnie odznaczającymi się szwami i łatami. Na metalowych półkach pod jedną ścianą stały kaski, pod przeciwległą ścianą, buty. Ponieważ przyjaciele nie mieli wiele czasu, wzięli po kombinezonie i kasku, nie dbając o to, czy są dopasowane i narzucili je z miejsca na ubrania. W końcu miały być przydatne przed pięć minut.
    Z takim kamuflażem, na widok którego charakteryzatorzy Tima Butrona załamaliby ręce i rzucili kilka niecenzuralnych słów, weszli pewnym krokiem do hali z minami ludzi, którzy doskonale wiedzą co robią. Odszukali wzrokiem właściwy „schowek”. Starli się nie iść zbyt szybko, ale jednocześnie jak najprędzej próbując usunąć się z pola widzenia innych. Dało to efekt przewidywalny. Gdyby ktoś zwrócił na nich uwagę, od razu by wiedział, że coś kombinują.
    W końcu dotarli do drzwi. Mimowolnie wstrzymali oddech gdy Felix przesunął elektrogitymacją przez cienki rowek na panelu na ścianie. Światełko obok z czerwonego zmieniło się na zielone. Coś piknęło. Drzwi otworzyły się z potwornym jękiem. Serca obydwu zamarły w oczekiwaniu na pytania ludzi z otoczenia. Zdawało się jednak, że w ogólnym hałasie nikt nie zwrócił na to uwagi. Wreszcie zajrzeli do środka.
    Pamiętali ten pojazd jak przez mgłę. Minęło pięć lat odkąd nim podróżowali. Nie mieli bladego pojęcia jak się go obsługuje, jednak w duszy tlił się płomyczek nadziei, że tak zaawansowane technologicznie urządzenie posiada opcję autopilota. Nawet nieatestowaną. Net zmrużył oczy i przekrzywił nieco głowę, choć wcale nie musiał. Efekt statku UFO narzucał się sam z siebie. Trudno im było uwierzyć, że projekt „top top top secret” dusił się w kurzu i zatęchłym powietrzu. Może jednak stało się tak w myśl zasady, że najciemniej jest pod latarnią.
    Przed nimi stał na wspornikach szary, cichy, niepozorny, a mogący rozwijać prędkość szybszą niż dźwięk, latalerz.


    ***
    To tylko haluny. To tylko haluny. To nie jest prawdziwe. Mózg cię oszukuje.
    Laura leżała skulona przy łóżku na miękkim dywanie. Oplotła ramionami nogi i zacisnęła powieki, próbując dać sobie złudne poczucie bezpieczeństwa. Głowę położyła na atłasowej poduszce, ukrywając w niej twarz. Ciężko było jej oddychać, ale o to chodziło. Musiała się uspokoić, a hiperwentylacja przyniosłaby odwrotny skutek.
    Ktoś zapukał do drzwi. Nie była pewna, czy tak stało się naprawdę. Postanowiła nie reagować na nic, w każdym razie dopóki nie będzie pewna, że substancja, którą podał jej tamten facet przestanie działać. Tej nocy widziała już pająki wielkości Aragoga, dziurę we własnej klatce piersiowej i serce na podłodze, a trzask samochodu rozbijającego się o drzewo słyszała kilkukrotnie. Starała się nie krzyczeć i zachować względny spokój, ale to, co krążyło w jej żyłach wzbudzało czysty strach graniczący z paniką. Kiedy dostawała duszności miała nadzieję, że zemdleje i skróci te męki.
    Pukanie powtórzyło się. Dziewczyna zacisnęła mocniej powieki i odetchnęła. Ktoś otworzył drzwi i wszedł do środka.
    - Laura? – Usłyszała cichy, znajomy, pełen zatroskania głos.
    Natychmiast usiadła na podłodze i spróbowała rozpoznać tego człowieka. Po posturze ciała domyśliła się, że to chłopak, góra dwudziestoletni. Podszedł do niej krok bliżej, stając w blasku księżyca, wpadającym przez otwarte okno. Dopiero wtedy miała szansę zobaczyć rozwichrzoną blond fryzurę i błyszczące oczy.
    - Laura? – Powtórzył.
    - Felix?
    Rzuciła się ku niemu. Przytuliła go mocno, zanurzając dłoń w jego miękkich włosach.
    - Zabiją cię – szepnęła. – Musimy natychmiast się stąd wynieść.
    - Nie, to ty musisz być bezpieczna.
    Zmarszczyła brwi nic nie rozumiejąc. Nagle poczuła pod palcami coś gęstego i lepkiego. Podniosła rękę do światła. Cała była umazana tym ciemnym czymś. Źrenice jej się rozszerzyły, oddech stał się płytki i szybki. Odsunęła się lekko od chłopaka. Ta sama maź pokrywała jego czoło i ściekała strużkami po szyi. Mimo otwartych oczu sprawiał wrażenie niewidzącego.
    - Musisz żyć, Laura – wyszeptał i padł na podłogę bez życia.
    Dziewczyna w chwilę później była już przy nim, potrząsając nim i do niego wołając. W oczach stanęły jej łzy. Dotknęła jego policzka drżącą dłonią.
    Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się u niej myśl o nieustannych halucynacjach. Wszystkie poprzednie zjawy były jednak z pewnością nieprawdziwe, a on tu był, wszedłâ€Ś
    Jak wszedł? Tamten facet zamknął drzwi na klucz. Nie słyszała chrobotu zamka. Nie słyszała też wystrzału, a przecież widziała go w pełni zdrowego jeszcze przed minutą.
    „To tylko haluny” powtarzała w myślach, dławiąc się łzami. To nie jest prawdziwe. Zamknęła oczy i spróbowała się uspokoić.
    - Błagam cię, Felix – szepnęła drżącymi wargami do samej siebie. – Nie próbuj mnie ratować naprawdę. Nawet nie próbuj.
    Wreszcie serce zaczęło jej bić prawie normalnym rytmem, oddech się unormował. Otworzyła oczy i rozejrzała się po pokoju. Nie było żadnych śladów krwi, ciała, niczego. Pomieszczenie pozostało eleganckie, dywan miękki, a zasłonki powiewały na słonym wietrze.
    To tylko haluny, tępa idiotko. To tylko haluny.
    Wzięła głęboki wdech i podeszła do okna. Usiadła na szezlongu i spróbowała skupić się na zimnym, całkiem realnym powietrzu. Popatrzyła w dół. Nawet jakby spadła, nic by jej się nie stało, w każdym razie nic poważnego. W połowie odległości między nią a skałami skarpy została rozwieszona siatka asekuracyjna. Położyła się i stwierdziła, że jest naprawdę bardzo zmęczona. Przysięgła sobie w duchu, że jeśli jeszcze raz ktoś spróbuje jej podać coś dożylnie, weźmie taki rozbieg, że wyskakując z okna żadna siatka jej nie zatrzyma.



    ***
    W obliczu nagłego zagrożenia ludzie robią różne rzeczy, najczęściej zupełnie nieracjonalne. Plan, choć szalony, wydawał się być dobry aż do momentu, w którym trzeba było dostać się do środka latalerza. Dostępu bronił czterocyfrowy kod, prawdopodobnie niezmieniony od lat, aczkolwiek niewiele to pomagało w sytuacji, gdy żaden z nich nie wiedział, jaki był.
    - Gdybyśmy znali potrzebne cyfry, moglibyśmy próbować. Jeśli byłyby cztery, wtedy mielibyśmy tylko dwieście pięćdziesiąt sześć kombinacji. Jeśli jakaś cyfra się powtarza, to znacznie ułatwia sprawę, choć nie sądzę, by tak było.
    - Czekaj… - Felix już chodził w tę i z powrotem na odcinku półtora metra. – Oni przecież nie znają na pamięć wszystkich kodów. Muszą je gdzieś spisywać. I raczej nie szukają ich za każdym razem jak chcą gdzieś się dostać…
    Przyjaciel zrozumiał o co mu chodzi i zaczęli obchodzić latalerz. Zaglądali wszędzie, gdzie można było ukryć niewielką karteczkę typu „sticky notes”. Net rozglądał się też po ścianach i wyposażeniu pomieszczenia. Nagle potknął się o pustą puszkę stojącą sobie niepozornie na środku przejścia do góry dnem. Czasu na reakcję starczyło mu, by wylądować na ziemi bokiem, a nie na niewątpliwie bardziej podatnym na złamania nadgarstku. Westchnął cicho i zaczął rozmasowywać sobie ramię. Kątem oka zauważył coś przylepionego do wewnętrznej części feralnej puszki. Podniósł ją i z uśmiechem, pierwszym od wielu godzin, rzucił do patrzącego nań z politowaniem Felixa:
    - Znalazłem!
    Wstał i z żółtą karteczką samoprzylepną podszedł do panelu wbudowanego w latalerz. Wziął głęboki wdech i zaczął przepisywać zatarty już nieco kod starannie wykaligrafowany na znalezionej karteluszce.
    - Ciekawe – powiedział Felix. – Ktoś mógł przecież uprzątnąć tę puszkę sądząc, że to tylko… puszka. Chociażâ€Ś Chyba niewielu ludzi tu przychodzi. Tata od dawna nic nie wspominał o tym projekcie.
    - Cicho! – Syknął Net. – Ja tu przeprowadzam Mission Imposilble.
    Felix wywrócił oczami. Mimo huku na zewnątrz, usłyszeli krótkie piknięcie. Światełko na panelu zmieniło się z czerwonego na zielone. Niewiele myśląc Net otworzył drzwi energicznym szarpnięciem i wdrapał się do środka. Felix rozejrzał się, czy nikt nie patrzy w ich stronę, ale wszyscy zajęci byli swoją pracą. W końcu nikt nie chciał być przez nieuwagę rozjechany przez odrzutowiec bądź niewielki dźwig.
    Wszedł za przyjacielem i zamknął za sobą dokładnie drzwi. Wnętrze było znajome, ale raczej w stylu cioci, którą się widziało kilka lat wcześniej, a zmieniły się w niej głównie burozielony kostium i liczba zmarszczek na twarzy.
    Net z pewną obawą graniczącą z podnieceniem siedział w jednym z foteli pilotów i przyglądał się wszystkim dźwigniom, przyciskom, prztyczkom i przełącznikom.
    - Felix, pamiętaj – ostrzegł, nie odrywając wzroku od panelu sterowania. – Jeśli zobaczysz duży, czerwony guzik, to choćby nie wiem jak cię błagał, nie wciskaj go.
    Felix pokręcił głową i usiadł obok. Mimo całej akcji ratowania Laury i nieustającego o nią niepokoju, wizja dobrania się do tego sprzętu wydawała się naprawdę kusząca sama przez się. Przejechał delikatnie dłonią po sterze. Gdzieś z tyłu głowy przechadzała się myśl o braku autopilota. Nie była to myśl o wyrazie jednoznacznie negatywnym.
    - Myślisz, że Manfred mógłby się włamać do tego systemu?
    Net wzruszył ramionami i wyciągnął laptop z plecaka rzuconego gdzieś na podłogę. Podejrzewał, że gdyby program AI nie był programem AI, mógłby z powodzeniem starać się o pozycję pastora głoszącego nad wyraz płomienne kazania.
    - Manfred, mam coś, co może ci się spodobać.
    - Wiecie, co? Czasami sobie myślę, kiedy nastąpi ten moment, w którym włączysz komputer i powiesz „Manfred, spadamy na czarną dziurę. Zrób z tym coś. Na Amazonie są e-booki Hawkinga, może pomogą.” Wtedy ci uświadomię, że nie potrafię czytać e-booków, a nawet gdyby, i tak ci nie pomogę.
    - Skończyłeś?
    - Jesteś najbardziej wyzyskującym ojcem jakiego widziałem.
    - Mam ofertę nie do odrzucenia – powiedział Net z uśmiechem, jakby słowa wypowiedziane przed chwilą, nigdy nie padły. – Nie jesteśmy pewni, czy dałbyś radę włamać się do systemu latalerza i kierować… bo chyba nie ma autopilota.
    - Nie pomyśleliście, że jeśli ktoś porwał Laurę, to poradzi sobie i z wami?
    - Manfred my i tak odpalimy tę maszynę i polecimy. Kwestia tego, żebyśmy się nie rozbili. W duchu pierwszego prawa Asimova…
    - … które mnie nie dotyczy…
    - … i szeroko pojętej moralności w związku z pozostawieniem ojca, wuja i przyszywanej ciotki na pewną śmierć…
    - Naprawdę nie możecie tego zostawić Wydziałowi Bezpieczeństwa?
    - Już raz im coś zostawiliśmy. Gdybyś to przeoczył, już tego nie odzyskaliśmy – powiedział Net z nagłą stanowczością.
    Na pokładzie zapanowała cisza.
    - Mam pełen dostęp do sterów. Problem jest tylko taki, że wy nie macie pozwolenia na start.
    - Zakład?
    Felix uśmiechnął się tajemniczo i włożył ogromne słuchawki. Poprawił mikrofon i pstryknął przełącznik przy wejściu kabla od niego z pozycji „off” na „on”.
    - Latalerz prosi o pozwolenie na start.
    - Proszę o podanie numeru identyfikacyjnego – rozległo się w słuchawkach.
    Felix obrócił w dłoni elektrogitymację. Na wierzchu widniał jakiś numer i miał szczerą nadzieję, że chodzi o ten właśnie.
    - Pięć, dziewięć, zero, osiem, trzy, trzy, pięć, dwa – przedyktował do mikrofonu.
    Po drugiej stronie rozległ się jakiś szelest, być może stukania w klawiaturę.
    Net przyglądał się temu z niemym pytaniem w oczach. Felix na migi powiedział mu, że czeka na odpowiedź.
    - Numer identyfikacyjny posiada wystarczający poziom uprawnień. Udzielam pozwolenia na start.
    Przyjaciele spojrzeli na siebie z ulgą. Obaj wiedzieli, że zmierzają prosto w paszczę lwa, ale wbrew logice wierzyli, że to, co robią, ma sens.

    ***
    Minęła godzina. Gregory zaczynał tracić cierpliwość. Naprawdę jeśli ktoś szuka tej dziewczyny, musi się pospieszyć. Jeśli nie wykaże żadnych zdolności, to, cóż, część osób straci posadę, a ona – w najlepszym wypadku pamięć, choć nie miałby problemów z pozbawieniem jej życia. Brutalna prawda jest taka, że i tak kiedyś umrze, a jeśli puści ją wolno i ta zacznie rozpowiadać na prawo i lewo co tu widziała i czego się dowiedziała, to będzie definitywny koniec jego naukowej kariery. Z pewnością postęp jest czymś cenniejszym niż życie jakiejś dziewczyny z prowincji.
    Mimo to, uparcie wpatrywał się w ekran komputera, wyświetlającego zapis z monitoringu. Czerwonowłosa zgodnie z przewidywaniami zachowywała się co najmniej dziwnie, aczkolwiek prawie na pewno walczyła z halucynacjami. Akurat braku jasności umysłu nie można było jej zarzucić. Niestety, nie na tym mu zależało. Potrzebuje umysłów wykazujących ponadprzeciętne zdolności, takie jak telekineza. Niestety niełatwo trafić na takich ludzi. Najczęściej są odrzuceni przez społeczeństwo, a ponieważ starają się być jego częściąâ€Ś asymilują się.
    Gregory aż wzdrygnął się na tę myśl. Cóż na okropne słowo – zasymilować się. Tacy ludzie powinni być traktowani ze szczególnym szacunkiem, właśnie dlatego, że wyłamują się ze schematów. Komu potrzebny jest taki zwykły biurokrata, skoro można mieć cud natury.
    Wciąż pozostawała nadzieja, że i tym razem dziewczyna próbuje ukrywać swoje zdolności i zachować trzeźwość myślenia. W takim razie trzeba będzie czegoś mocniejszego, czemu nie da rady się dłużej opierać. Może większej dawki specyfiku? A może czegoś bardziej realnego…



    ***
    Niebo za oknem stopniowo zaczęły pokrywać chmury, co znaczyło, że zbliżali się do Wielkiej Brytanii. Na szybach zamarzła para wodna - trochę ograniczało to widoczność. Nika zdjęła z nadgarstka czarną gumkę i spięła nią włosy tworząc coś a la kok. Alexia musiała wspomagać się wsuwkami, jej proste włosy były wprawdzie przepiękne, ale beznadziejne, jeśli chodziło o robienie fryzur. Zadanie było tym trudniejsze, że na pokładzie zgaszone były światła, by nie ujawniać swojej pozycji.
    Nika poczuła wibracje w kieszeni. Wyjęła komunikator w nadziei, że usłyszy dobre wieści, choć nie miała pomysłu, jakie konkretnie mogłyby być.
    - Mam złe wieści – powiedział Manfred.
    Nie panikuj.
    - O co chodzi? – Zapytała, choć wcale nie chciała znać odpowiedzi.
    - O naszych wspólnych starych znajomych.
    Serce zabiło jej szybciej.
    - Miałeś trzymać ich od tej sprawy z daleka. Co ci mówiłam? Błagam, powiedz, że zostawili to mojemu wydziałowi i chodzi o jakąś głupią błahostkę.
    Tony i Alexia patrzyli na nią z narastającym niepokojem, próbując wyłapać coś ze strzępków rozmowy.
    - Nie nauczono mnie kłamać, choć znam pewnego niekwestionowanego mistrza.
    - Streszczaj się – przerwała mu, mocno już zdenerwowana.
    - Stwierdzili, że sami odbiją Laurę, wzięli latalerz z Instytutu i… niedługo powinnaś się z nimi minąć.
    Nika patrzyła tępo w ścianę przed sobą i walczyła ze sobą samą.
    Nie panikuj. Chociaż właściwie właśnie na to jest teraz pora.
    Odetchnęła głęboko kilka razy, starając się w jakiś magiczny sposób obniżyć ciśnienie. Na wysokości kilku tysięcy metrów szyby nie powinny się kruszyć.
    - Dlaczego ich nie zatrzymałeś?
    - Już mówiłem, nie nauczono mnie kłamać. Jestem lojalny wobec ciebie i ich. Ciężko to pogodzić. Co więcej, muszę przestrzegać norm, którymi jesteś objęta, by tajemnica pozostała tajemnicą, ale jednocześnie pomagać im dokładnie tak, jakbym nie wiedział o tobie. Nie jest to łatwe.
    - Spróbuj wybić im to z głowy, zawróć latalerz, zrób cokolwiek! Oni nie mogą mnie zobaczyć! Nie mogą tam być! Zginą! Rozumiesz?!
    Wdusiła przycisk kończący rozmowę trochę zbyt mocno.
    To wszystko było takie nie fair. Właśnie teraz, kiedy udało jej się przystosować do nowych warunków życia, kiedy do życie udało jej się jakoś ułożyć, wszystko musiało się zawalić, wszystkie poziomy kłamstwa. Naprawdę powinna być konsultantką Leonardo di Caprio na planie „Incepcji”.
    - Nie wiedziałam, że ktoś może mieć tak wysoki poziom IQ i jednocześnie podejmować tak głupie decyzje – mruknęła.
    - Co? – Tony zmierzył ją pytającym wzrokiem.
    - Nic – westchnęła, opierając głowę o fotel i uniosła wzrok do sufitu. - Naprawdę nie wiem, co jest gorsze. To, że będziemy mieć towarzystwo, czy to, że powinnam była to przewidzieć.
    staranowaziemia.blogspot.com

+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 4 z 8 PierwszyPierwszy ... 2 3 4 5 6 ... OstatniOstatni

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

     

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
Odwiedź nas na Google+!
wspiera nas:
©FNiN.eu 2006-2021. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Developed by: Hern.as

Strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie chcesz,
by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku
zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Rekomendacje: Quizado.com - Symulator Familiady, zorganizuj swoją własną Familiadę