<
+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 2 z 8 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 ... OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 11 do 20 z 77
  1. #11
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Hej, w domyśle czekam na opinie. Pewnie i tak będę kontynuować bo mam super zabawę, ale chciałabym wiedzieć, co poprawić. Mówcie coś! Plis!
    Btw kolejny fragment w przygotowaniu.
    staranowaziemia.blogspot.com

  2. #12
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Ostrzegam, że wczoraj skończyłam czytać książkę Cobena, co może być widoczne. Rzecz jasna proszę, powiedzcie, czy ktoś to w ogóle czyta!






    Klik. Klik. Klik. Szpilki wybijały rytm serca w szarym betonie, którego nigdy nikt nie pomalował. Stara jarzeniówka trzeszczała w końcu korytarza rzucając nieregularne cienie na twarze przechodniów niczym niepokojąca parodia kuli dyskotekowej. Trzask. Obcas się obsunął, ale postawa jego właścicielki pozostała nienaganna. Jednak w idealnej ciszy ten błąd brzmiał jak wystrzał, w szczególności dla zmysłów wyostrzonych nocną zmianą i godzinami pracy. Migrena powodowała mdłości i chęć rzucenia się z mostu. Wystarczyło zamknąć oczy i pomyśleć o chłodnej ramie łóżka albo mrożonej pizzy w lodówce. Do jednego i drugiego można było przystawić czoło, żeby sobie wmówić, że już boli trochę mniej.
    Z takimi myślami udało się jej dotrzeć wprost do drzwi oznaczonych „KIEROWNICTWO”. Odetchnęła i zapukała najciszej jak mogła, byle nie drażnić czujnych wierteł w skroniach.
    - Otwarte!
    Bez słowa weszła i rzuciła burą teczkę na stół.
    - Zeznanie Malewiego. Niezgodne z zeznaniami Kołata. Dowodzi to słuszności mojej tezy, że zeznania Kołata są wyssane ze środkowego palca, którym to nie omieszkał się pochwalić.
    Przełożony podniósł wzrok na teczkę i wyciągnął z niej spiętych parę kartek. Odwrócił się do światła w obrotowym fotelu i przez kilka minut uważnie je studiował. Nie zaproponował podwładnej ani krzesła dla zmęczonych nóg ani niczego dla zszarganych nerwów.
    Ogarnął mniej więcej wzrokiem to, co mu przyniosła. Od kilku dni starali się rozpoznać zabójcę pewnej dziewczyny. Zapewne tamci dwaj kupili ją na czarnym rynku, słysząc w ofercie o „niesamowitych zdolnościach”. Choć wydawać by się mogło to nieprawdopodobne, często można było znaleźć dziewczyny, których umysły były cenne ze względów naukowych. Zazwyczaj trzymano je przy życiu, choć zdarzały się przypadki eksperymentów, które posunęły się o krok za daleko. Jedną z takich dziewczyn znaleziono przed kilkoma dniami na cmentarzu. Cóż, niewątpliwie to dobre miejsce, by ukryć zwłoki. Tym razem prawdopodobnych zabójców udało się schwytać w tempie ekspresowym. Tą sprawę oddał podwładnej, która mogła skończyć dokładnie tak samo jak tamta biedaczka.
    - Z tego wynika, że Malewi też miał w tym swój udział, nie uniewinniłaś go – odezwał się w końcu.
    - Nigdy nie twierdziłam, że jest całkowicie niewinny, tylko że nie dokonał brutalnego mordu na tej dziewczynie. Zrobił to Kołat. Malewi był jego wspólnikiem i, wbrew własnej woli, zasłoną dymną. Zapis z kamer podczas przesłuchania został przeanalizowany i stanowi kolejny argument za prawdziwością mojej tezy. Kłamstwo na krótkie nogi, a im dłuższe zakłada szczudła, tym szybciej się o nie potkanie, czyż nie?
    Cytowała jego własne słowa i używała ich przeciwko niemu. Doceniał jej inteligencję i naprawdę uważał, że mogłaby zrobić oszałamiającą karierę.
    Spojrzał na nią krytycznym okiem. Włosy w nieładzie, makijaż starty, czarna sukienka mini – znoszona. Tak samo jak wszyscy bogacze wiedział, że najlepszym miejscem, by ukryć swój skarb, jest brudna ziemia. Dosłownie i w przenośni.
    - Doskonale, możesz odejść. O dwunastej dostaniesz harmonogram na dzień dzisiejszy.
    Odwróciła się i podeszła do drzwi.
    - Zaczekaj – przechylił głowę i zmrużył oczy. - Przypomnij mi proszę, dlaczego bierzesz udział w przesłuchaniach? Dlaczego powierzam ci ostateczną decyzję o winie bądź jej braku, choć reszta kadry zarzuca mi szaleństwo?
    Wymęczona do granic zacisnęła zęby, wzięła wdech i odpowiedziała cicho.
    - Bo ja po prostu to wiem.
    Uśmiechnął się lubieżnie.
    - Świetnie Mickiewicz. To wszystko.



    ***
    Typowa polska, pawie letnia pogoda postanowiła odpuścić tegorocznym maturzystom i w dzień ostatnich egzaminów temperatura wyniosła dwadzieścia stopni z hakiem, a niebo było iście błękitne, co, jak każdy szanujący się abiturient wiedział, oznaczało miłość do ojczyzny, choć wyrażaną głównie okrzykami „Zdałem! Bip! ministerstwo edukacji!”. We wszystkich liceach i technikach w Polsce panowała nerwowa atmosfera lub całkowita ulga, zależnie w której części korytarza.
    - To powinno być niedopuszczalne! Dziewczyny nie mogą zdawać ustnego polskiego na takich samych zasadach jak my! To dziewczyny!
    Net stał w pobliżu sali egzaminacyjnej i skarżył się wszem i wobec na swój okrutny los.
    - Daj spokój, musisz dostać tylko tyle punktów, żeby zdać. Zresztą to nasz ostatni egzamin.
    Felix siedział spokojnie pod oknem i zwracał uwagę na otoczenie tylko w takim stopniu, w jakim mógł jednocześnie skupić się na sms-owaniu.
    - Kochanowski to był renesans? Tak? Czy nie? Jak się nazywały te wierszyki, co chodziło w nich generalnie o YOLO?
    - Fraszki.
    - Właśnie, fraszki!
    Net chodził w tę i z powrotem na dwumetrowym odcinku podłogi, od jednej ściany do drugiej, czym nieco denerwował innych skazańców czekających na egzekucję, ale sami byli już zbyt zdenerwowani by zawracać sobie głowę głupotami.
    Spojrzał na wyświetlacz telefonu. Porównał godzinę z wywieszką na drzwiach. Westchnął z irytacją. Ktoś, kto układał listę z pewnością nie sugerował się kolejnością alfabetyczną nazwisk, gdyż przed nim odpowiadał Kalinowski, a po nim jakaś Małecka.
    Wrócił do przyjaciela i zajął obok niego zaszczytne miejsce na podłodze. Popatrzył na jego telefon, choć wcale nie musiał, dobrze wiedział, z kim Felix pisze.
    - Życz jej powodzenia – rzucił Net.
    - Laura już zdała wszystkie egzaminy.
    Felix od dawna nie próbował prosić przyjaciela, żeby ten nie czytał mu przez ramię. Lata doświadczenia nauczyły go, że to nie ma żadnego sensu.
    - Nie, na razie wiemy tylko tyle, że zdała ustne – poprawił go Net, ale pod wpływem spojrzenia jakim go obarczono zmienił temat. – Ciekawe kto układał listę zdających. Pewnie analfabeta, dosłownie. Bliźniaki wiedzą, że po „B” nie jest „M”. Myślisz, że po prostu miał być tam ktoś z nazwiskiem na „M”? Myślisz, że… To mogłaby być ona?
    Felix oderwał wzrok od ekranu i spojrzał na niego. Mickiewicz. Wiedział, że nazwisko na „M”, o którym myślał to Mickiewicz. Nika zaginęła mniej więcej cztery lata wcześniej. W aktach policyjnych wciąż miała status zaginionej, choć szansa odnalezienia jej żywej był równa dokładnie zero. Nie winił Neta, że ją wspominał, to normalne, on sam czasem o niej myślał. I tak najgorzej było w święto zmarłych, kiedy przyjaciel zapalał dwie świeczki na grobie Pawła Mickiewicza. Niestety tryb „pamiętasz Nikę?” włączał się czasem w najmniej odpowiednich momentach, na przykład przed egzaminem maturalnym.
    - Daj spokój. Nie myśl o tym teraz. Skup się na polskim.
    Net kiwnął głową, westchnął i po raz kolejny zaczął w myślach powtarzać po kolei epoki w literaturze.


    ***


    Świadomość powracała powoli. Najpierw w postaci pojedynczych dźwięków, potem światła przedostającego się pod powieki. Jakieś szuranie, czyjaś obecność kazała Nice opuścić krainę Morfeusza. Powrót do rzeczywistości zawsze trwał dokładnie dziesięć sekund.
    Dziesięć, dziewięć…
    Liczyła w myślach. Może tym razem nie obudzi się kilkanaście pięter pod powierzchnią ziemi.
    Osiem, siedem, sześć…
    Może nie będzie miała cieni pod oczami i starej sukienki, którą miała rozpraszać przesłuchiwanego, a której nie miała siły z siebie ściągnąć przed snem.
    Pięć, cztery…
    Może tym razem jednak obudzi się w klitce na Pradze, na powierzchni, znowu zobaczy prawdziwe słońce i starych przyjaciół.
    Trzy, dwa…
    Niechby i czyjaś ewidentna obecność oznaczała włamywacza, najcenniejszą rzeczą jaką miała, była ona sama.
    Jeden…
    Och, proszę, niech to będzie tylko zły sen!
    Zero.
    Z mieszanką nadziei i rezygnacji otworzyła oczy. Nic się nie zmieniło. Od czterech lat budziła się w tym samym bałaganie, który robił Tony, żeby się jej przypadkiem nie nudziło. Co gorsza, od roku czy dwóch jej samej przestało zależeć na porządku czy względnym ładzie. Po co udawać, że tu jest miejsce na takie rzeczy, skoro praca przypominała tworzenie chaosu w wyznaczonych godzinach.
    Spojrzała na elektrogitymację, którą wciąż miała zawieszoną za szyi. Zostało jej dokładnie dwadzieścia sześć minut do otrzymania harmonogramu na dziś. Ze względu na nocną zmianę zaczynała zajęcia dopiero w południe, niezależnie o której się ta zmiana kończyła. Postanowiła chociaż się odświeżyć i włożyć względnie czyste ubranie. Wzięła prysznic, którym zmyła lakier z włosów, resztki tapety z twarzy i pot oblepiający całe ciało. Rozczesała mokre włosy, a kiedy włożyła bojówki i top stwierdziła, że jest gotowa do wyjścia. Na komunikator przyszedł harmonogram. Jako pierwsze były ćwiczenia umysłowe, jak zwykli to nazywać jej przełożeni, oddając ją neurobiologom do badań. Tamci podczepiali ją do przeróżnych maszyn z pomocą elektrod, rurek i innych kabli, po czym, na rozgrzewkę, stawiali przed nią na stołku szklankę z cienkiego szkła i prosili, by ją rozbiła. Nika wiedziała, że starali się być mili, ale czuła się jak królik doświadczalny i za nic nie mogła pozbyć się tego wrażenia. Nie kiedy widziała laboratoranta z fascynacją oglądającego jej krew pod mikroskopem.
    Wiedziała, że jej nadzwyczajne umiejętności uaktywniały się pod wpływem emocji i, dzięki specyficznej terapii psychologicznej i lekcjom aktorstwa, potrafiła nad nimi panować. Rozbicie szklanki czy wazonu nie było już żadnym osiągnięciem. Kiedy pierwszy raz na oczach tych neurobiologów zgięła metalowy pręt tylko i wyłącznie za pomocą myśli w papierach pierwszy raz pojawiły się słowa „syndrom Magneto”. Powiedziała to Tony’emu, co ten przyjął wybuchem takiego śmiechu, że nie mógł się opanować przez wiele godzin. Szczerze mówiąc, dni. Tak naprawdę nigdy nie przestanie go to bawić, ale jej to wcale nie przeszkadzało, o ile na całą stołówkę nie wołał „Hej, Magneto, chodź, zająłem ci plastikowe krzesło!”. Pewnego razu Alexia, dziewczyna, którą chwalił się wszystkim, zwróciła mu uwagę, że nie powinien tak na nią wołać, gdyż jej zdolności bardziej przypominają te reprezentowane przez Jean Grey – oboje byli fanami Marvela. Nika przyznała jej rację, ale poskutkowało to jedynie tym, że teraz gdy tylko się malowała Tony pytał, czy zakłada jedną z pięćdziesięciu twarzy. Jego przyjaciółka rzucała krótkie spojrzenie na książkę, po czym dostawał nią po głowie, ale i tak się śmiał. Tak naprawdę w tym miejscu wszyscy mieli dystans do samych siebie. Gdyby przyjmowali dosłownie to, co mówią inni, potrzebowaliby czegoś więcej niż valium na uspokojenie nerwów. Tu po prostu pracowali ludzie inteligentni, a co za tym idzie, często posługujący się sarkazmem, ironią i ciętą złośliwością.
    W ramach rozgrzewki postanowiła przejść te parę pięter w górę do Wydziału Neurobiologii. Do niektórych pracowni drzwi były oszklone, co sprawiało wrażenie nowoczesności i przejrzystości, ale Nika spędzała przynajmniej godzinę dziennie w pomieszczeniu całkowicie odciętym od świata. Początkowo, zanim jeszcze przystosowali je do tych konkretnych badań prowadzili je w hali Wydziału Maszyn Kroczących. Wtedy chcąc nie chcąc do głosu dochodziły emocje związane z bolesnymi wspomnieniami i tłuczenie szklanek nie było żadnym problemem. No, może tylko dla tego, kto właśnie z nich pił.
    Jedna z bocznych klatek schodowych, którą zwykła chodzić, wcale nie była rzadko uczęszczana. Najczęściej korzystali z niej ludzie, którzy, jak ona, mieli pozostać niezauważeni. Nawet w Instytucie są pewne kategorie „top secret” i jego pracownicy wiedzieli tylko tyle, ile mieli wiedzieć. Dlatego przed wyjściem na korytarz wysłała sygnał do znajomego z monitoringu, który sprawdzał, czy już może bezpiecznie przejść do pokoju, w którym pracowała. Gdy na komunikator przyszła wiadomość „teren czysty”, niczym w filmach o Jamesie Bondzie, spokojnie mogła iść do siebie. Wstukała kod przy drzwiach, przywitała się z naukowcami i usiadła w fotelu, takim, jakie się spotyka w gabinecie zabiegowym. Od razu wystawiła rękę, by mogli pobrać odrobinę krwi. Specjalnie nie wkładała nic na sportowy top, by było łatwiej podpiąć jej elektrody w okolicy serca.
    - Możemy zaczynać? – Spytała jedna z kobiet w białym fartuchu siedząca za biurkiem po przeciwnej stronie sali.
    Nika kiwnęła twierdząco głową i skupiła wzrok na szklance, z której chwilę potem zostały tylko ostre odłamki.


    ***
    Prywatna posiadłość w East Hill wyglądała niczym dworek pana Darcy z powieści Jane Austen „Duma i uprzedzenie”. Oczywiście Gregory James Patel nie użyłby takiego porównania. Dopiero jedna z jego pracownic je posunęła, co przypadło mu do gustu. Sugerowało coś miłego i spokojnego, zupełnie różnego od szemranych interesów i wątpliwych moralnie umów podpisywanych w środku. Co więcej, określenie to w żadnym razie nie dotyczyło laboratoriów ukrytych pod poziomem piwnic.
    Gregory siedział w saloniku przy swojej sypialni na pokrytej aksamitem kanapie. Palił cygaro, którego dym raz po raz kładł się pod wpływem nocnej bryzy wpadającej przez otwarte drzwi balkonowe. Czytał raporty z przeprowadzanych doświadczeń i wyników eksperymentów. Wydawał na nie ogromne pieniądze, więc skrupulatnie nadzorował postępy w badaniach. Bezgranicznie wierzył w neurotechnologię. Zostawiając mu majątek ojciec prosił, by przyczynił się do rozwoju ludzkości. Zgodnie z obietnicą, Gregory zajął się nauką, choć wedle własnego mniemania.
    Ktoś zapukał do drzwi. Zawołany, na śodek pokoju wyszedł kamerdyner oznajmiając przybycie pana Moore. Patel nie zwykł go nazywać „panem”, choć oczywiście kamerdyner nie miał innego wyjścia.
    - Co dla mnie masz, Moore? Przywiozłeś ją?
    Do saloniku wszedł elegancko ubrany mężczyzna w średnim wieku. Skubał paznokcie, a przy względnej ciszy dało się niemalże słyszeć przyspieszone bicie jego serca.
    - Panie Patel, przykro mi to mówić, ale… - głos uwiązł mu w gardle.
    - Malewi i Kołat nie wywiązali się?
    - To jest… Nie do końca. Mieli ją i chcieli zrobić jak najlepsze wrażenie i…
    - Sami zabrali się za eksperymenty, nie wyszło im, dziewczyna umarła, więc porzucili jej ciało na cmentarzu? – Zapytał nie podnosząc oczu znad papierów.
    - Panie Patel… Jeśli można… skąd?...
    Gregory bez słowa pokazał mu pierwszą stronę brukowej gazety. „Zamordowana na cmentarzu” – głosił nagłówek. Moore zrobił wielkie oczy i zaczął się jąkać, co ogromnie irytowało rozmówcę.
    - Al… J-j-jest j-jeszcz-cze c-cośâ€Ś
    - Mówże po ludzku Moore – Patel pierwszy raz uraczył go spojrzeniem.
    - Znalazłem i-inną dzi-dziewczynę. W przybliżeniu p-pasuje do opisu.
    - To znaczy…? – Tamten powrócił do cygara, którym zdawał się być o niebo bardziej zainteresowany.
    - Ma czerwonawe włosy i włóczy się z chłopakami tych naukowców, Polonem i Bieleckim.
    Moor musiał czekać na odpowiedź nieco dłużej, a z każdą sekundą jego prędka egzekucja była coraz bardziej prawdopodobna.
    - Zdajesz sobie sprawę, że to niezbyt precyzyjna ocena? Chętnie bym ją tu widział, ale powinienem mieć pewność co do jej tożsamości.
    - P-panie Patel, tylko ona pasowała do opisu. Zdjęcie zostało zrobione przed kilkoma laty, więc mogła nieznacznie się zmienić, ale…
    Gregory podszedł z cygarem do balkonu, przez co prawie zupełnie zgasło. Rześkie powietrze orzeźwiało i rozjaśniało myśli. Jeśli prawdą było to, co mówił ten lizybut jego badania mogły naprawdę posunąć się daleko w bardzo szybkim tempie dzięki tej dziewczynie. Jeśli naprawdę wykazywała zdolności telekinetyczne… Jej nazwisko wkrótce może być sławne nie tylko dzięki historii Polski.
    - Dobrze – orzekł odwracając się. – Sprowadź mi ją. Tylko tym razem dopilnuj tego osobiście.
    - Tak, oczywiście, panie Patel. Dziękuję.
    Moore wyszedł niemal szurając łysiną na czubku głowy po dywanie. Gregory zachował tradycję rodzinną i wezwał pokojówkę używając starego, miedzianego dzwonka. Po chwili w drzwiach pojawiła się panna Davis.
    - Meg, naszykuj proszę jednoosobowy pokój z ładnym widokiem na morze. Wkrótce spodziewam się gościa.

    staranowaziemia.blogspot.com

  3. #13
    Zainspirowany FNiN Awatar Cherry
    Dołączył
    Jun 2014
    Płeć
    Wiek
    17
    Posty
    85

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Ano czytam. Jedyne literówki, jakie wyhaczyłam to:
    "Typowa polska, pawie letnia pogoda [...]" — prawie
    "Zawołany, na śodek pokoju wyszedł kamerdyner [...]" — środek.
    Czytam od początku, ale nie bardzo wiem, jak skomentować. Opowiadanie jest dobre, podoba mi się zabieg z przeniesieniem do przyszłości. Przejście z Niką do trybu, w jaki opisuje się jakąś tam dawną koleżankę też mnie zaskoczyło Ogólnie zgrabnie prowadzisz akcję i zaintrygowałaś mnie.
    Możesz mieć wszystkie pieniądze świata, ale jest jedna rzecz, której nie możesz kupić... DINOZAUR *,*

  4. #14
    Zainspirowany FNiN Awatar Excepto
    Dołączył
    Mar 2013
    Płeć
    Wiek
    17
    Posty
    91

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Czytam i się podoba. Pisz dalej.

  5. #15
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Dzięki, wszystkie komentarze mnie motywują, bo wiem, że ktoś mnie czyta Będę pisać dalej, mam mega fun!
    staranowaziemia.blogspot.com

  6. #16
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Ok, cnd(ł). Miłego czytania i oczywiście proszę o komentarze, to serio motywuje. Im więcej tym lepiej.




    Felix jeszcze raz sprawdził, czy wszystko jest gotowe. Chipsy- są. Popcorn – jeszcze w paczce, ale jest. Coś do picia – jest. Stos odmóżdżających filmów- jest. Od godziny przygotowywał wszystko na Największy Maraton Filmowy W Historii Ulicy Serdecznej. W skrócie N.M.F.W.H.U.S. Prawdopodobnie ćwierć populacji na Ziemi nie miałoby problemu z jego wymówieniem, ale niestety nie zaliczał się do tej części.
    Ciągle miał wrażenie, że o czymś zapomniał. Już z piętnaście razy odhaczył wszystko na liście, a jednak gdzieś z tyłu głowy siedziała cichutko jakaś myśl i za nic nie chciała się odezwać. Zamyślił się do tego stopnia, że aż podskoczył kiedy Caban trącił go pyskiem.
    No tak, Caban! Miał odebrać preparat witaminowy od weterynarza. Wiedział, która godzina, ale i tak popatrzył na zegarek. Było już za późno, żeby jechać, niedługo mieli się zjawić przyjaciele. Przychodnia znajdowała się w niewielkim budyneczku niedaleko Laury, a do niej Felix miał od siebie około czterdziestu minut autobusem. Nie zdąży. Chyba, że…
    Wziął telefon z zastawionego niemożliwie stołu kuchennego i wpisał numer dziewczyny.
    - Hej, ja już wychodzę, niedługo będę – odezwał się głos po drugiej stronie.
    - Nie, nie, spokojnie. Słuchaj, am… mogę mieć do ciebie gorącą prośbę?
    - Hm… To zależy. Póki co chyba potrzebuję obu nerek, ale ostatecznie…
    - Chodzi mi o coś bardziej przyziemnego. Pamiętasz, ostatnio byłem z Cabanem u weterynarza. Miałem dziś odebrać preparat witaminowy.
    - I zapomniałeś? – Zaśmiała się. – Jasne, wstąpię tam, i tak przystanek mam niedaleko.
    - Dzięki, kocham cię! To jest… Znaczy… - zaczął się plątać, gdy uświadomił sobie, co właściwie powiedział.
    - Wiem, Feli – mógłby przysiąc, że się uśmiechnęła. – Do zobaczenia niebawem.
    - Do zobaczenia. Jeszcze raz dziękuję.
    Rozłączyła się.
    Felix po raz xn-ty pomyślał, że to dość oklepany frazes, ale naprawdę trafiła mu się świetna dziewczyna. Net uparcie powtarzał, że nie ma blado-zielonego pojęcia jak to możliwe, że wytrzymała z przyjacielem tyle czasu. Wiedział w końcu, że zanudza ją przydługimi wywodami o technicznych parametrach pilota od telewizora i najnowszymi teoriami z dziedziny mechaniki kwantowej. Zawsze jednak Laura słuchała z uwagą, pytała, jeśli czegoś nie rozumiała i śmiała się, nawet jeśli przedmiot dyskusji był tak zabawny jak plaster sera. Kiedyś przez przypadek dziewczyna przyznała się mu, że zastanawiała się nad zmianą koloru włosów, ale wiedziała, że Felixowi podobają się takie, jakie ma. Net powiedział, że jemu podobałaby się cokolwiek miałaby na sobie i gdyby się przefarbowała na tęczowo. Laura się zaśmiała przyznając mu część racji. Mimo to koloru nie zmieniła, tylko z czasem blaknął wpadając bardziej w odcień rudy niż czerwony. Po wizycie u fryzjera wszystko wracało do normy.
    Wtedy Felix zgodził się z Netem – kochałby się w Laurze niezależnie od wszystkiego. Po raz kolejny z resztą zauważył trafność spostrzeżenia przyjaciela. Net od pewnego czasu był uważniejszy, bardziej zamyślony i jakby zamknięty w sobie. Na pierwszy rzut oka nie można jednak było tak stwierdzić. Tylko najbliżsi mu zauważyli pewną zmianę. Laura kiedyś powiedziała, że odkąd poznała ich podczas pamiętnego zimowiska, Net bardzo wydoroślał. Felix nie do końca się z tym zgodził, ale prawdą było, że przyjaciel już nie mówił wszystkiego co mu ślina na język przyniesie. Jaśniej formułował myśli i do wszystkiego przywiązywał większą wagę. Zaczął też niesłychanie troszczyć się o rodzeństwo. Czytał im bajki na dobranoc, odbierał z przedszkola i ostrzegał siostrę przed jednym typkiem, który mu się nie podobał, nawet jeśli ten miał tylko cztery lata. Laura twierdziła, że to przez ten wypadek. Różne nagłe przeżycia różnie wpływają na ludzi. Z pewnością wypadek samochodowy i utrata bliskiej osoby nie były czymś, obok czego można przejść obojętnie.
    Felix westchnął i zajął się sprzątaniem naczyń. Niejednokrotnie próbował pogadać z Netem, ale dobrze wiedział, że nie jest w tym dobry, zresztą przyjaciel nie wykazywał szczególnej chęci na psychoanalizę. Po prostu żyli dalej z zakorzenionym gdzieś głęboko poczuciem żalu.
    Wstawił resztki jedzenia do lodówki i stwierdził, że w sumie jest nieźle. Teraz wystarczy tylko czekać.
    ***
    Kolejka do punktu wydawania jedzenia w stołówce niczym nie różniła się od tych szkolnych. Tak samo ludzie wyciągali głowy, żeby zobaczyć, co tym razem dostaną jako imitację obiadu, a chłopcy wpuszczali do kolejki dziewczyny, które im się podobały. Dziś można było dostać resztki gulaszu, który nie zszedł na obiad, albo wybrać roladki z kurczaka. Alexia nie była pewna, co właściwie znajduje się w daniu, które zwykło nazywać się „gulaszem”, więc wybrała roladki. Zazwyczaj w środku były suszone śliwki, a całość podawana była na białym ryżu. Głównym szefem kuchni był Giovanni Dippolito, Włoch z pochodzenia, który uwielbiał, gdy ktoś zwracał się do niego w ojczystym języku. Miał obsesję na punkcie kuchni śródziemnomorskiej i niezwykle cierpiał na tym, że nie można tu podawać wina do każdej potrawy, gdyż było po prostu zbyt drogie, by serwować je wszystkim korzystającym ze stołówki. Bardzo lubił natomiast, gdy ktoś przynosił mu nowy, tani przepis na smaczne danie, które można podać wielu osobom.
    Alexia wzięła tacę z jedzeniem i poszła do „ich” stolika, przy którym zawsze siadała z Tonym i Niką. Chłopak był tam chwilę wcześniej, więc zaczął już jeść. Chciał kulturalnie poczekać na dziewczynę, ale stwierdziła, że to głupie, bo obiad mu ostygnie. Zresztą ona się spóźniła, więc to jej wina.
    Alexia życzyła mu smacznego i przeniosła wzrok na puste miejsce obok.
    - Gdzie Nika?
    - Nasza mała Jean? Skąd mam wiedzieć, nie śledzę jej.
    Dziewczyna wzruszyła ramionami i zabrała się do jedzenia. Po chwili już wpatrywała się tępo w jeden punkt, jak zahipnotyzowana.
    - Al?
    - Hm?... – Zamrugała i odwróciła wzrok do Tony’ego.
    - Dobrze się czujesz? – Wziął ją za rękę.
    Uśmiechnęła się lekko i zaczęła na powrót gmerać widelcem w ryżu.
    - Tak, dobrze. Tylko… - westchnęła. – Martwię się o Nikę. Zwykle przychodziła punktualnie.
    - Spokojnie. Gdyby coś się stało już byśmy to wiedzieli. Wróciła późno i jak padła na łóżko tak założę się, że nie wstała do południa. Może miała męczącą sesję i położyła się spać? Zresztąâ€Ś - Tony wrócił do obiadu. – Została jej przydzielona nowa sprawa. Może pojawiły się nowe dowody, świadkowie. Wiesz, jak to jest.
    - Wiem. Sama siedzę do późnej nocy nad papierami, a ty robisz mi kawę i półlegalnie załatwiasz suplementy magnezu – uśmiechnęła się kokieteryjnie.
    - Dla ciebie wszystko.
    - Ale jednak… - pokręciła głową. – No pomyśl tylko. Jean, znaczy Nika, jest jakoś tak sama. Niby wszystko robi z nami, ale wydaje się być taka…
    - Nieobecna? – podsunął Tony.
    - Właśnie. Jakby najchętniej zajęła się pracą albo czytaniem tych swoich tanich romansów, w których wszystko zawsze dobrze się kończy. Jakby była wiecznie zmęczona rzeczywistością.
    - Kto wie, może jest – chłopak zamyślił się. – Codziennie robią na niej badania, wraca z nich skrajnie wyczerpana, może na dłuższą metę to jest niezdrowe, powoduje jakieś zaburzenia, albo, ja wiem, wpływa niekorzystnie na przysadkę czy inne coś?
    Alexia znowu wzruszyła ramionami i wzięła kolejny kęs. Widziała jak na dłoni szereg myśli przepływających przez głowę chłopaka. Zaczął stukać palcami w lepki blat. Niecałą minutę później, z pełnym irytacji westchnieniem, Tony wyciągnął swoją elektrogitymację.
    - Nie cierpię cię – rzucił do Alexii i wybrał połączenie z Niką.


    ***
    Od pół godziny z jednej z sal treningowych dochodziły zawzięte odgłosy tępych uderzeń. Stary worek podwieszany pod sufitem był tak poobijany, że prawie odkształciły się w nim pięści atakującego. Mimo to leniwie bujał się we wszystkich kierunkach, jakby ledwo zauważał czyjś dotyk. Ćwiczący oparł o niego spocone czoło, ciężko oddychając.
    - Nieźle. Musisz tylko popracować nad lewym sierpowym, jest wyraźnie lżejszy niż prawy. Na pocieszenie powiem, że to normalne, w końcu jesteś praworęczna.
    - Dzięki, Manfred.
    Nika podniosła się do pionu i odetchnęła. Następnie przyjęła odpowiednią pozycję i zamachnęła się lewą ręką. Worek odbił w prawo nieco za mocno. Po chwili wrócił na swoje miejsce wciąż lekko drżąc.
    - Oszukiwałaś! Masz ćwiczyć mięśnie, nie umysł!
    Uśmiechnęła się pod nosem i zerknęła na laptop postawiony pod ścianą.
    - Dali mi dziś adrenalinę, dożylnie. Niedużo, ale jeszcze działa.
    - Dali ci adrenalinę, a Instytut wciąż stoi? Co oni zamknęli cię w pokoju z gąbki?
    Nika spojrzała ciężko w stronę kamerki w laptopie.
    - Kto cię uczy poczucia humoru? Zresztą chyba wiem. - Spuściła wzrok. - Nie masz lepszych zajęć? Miałeś mi znaleźć nagrania z tamtej nocy, potrzebuję więcej danych o tym napadzie. Malewi wyśpiewał wszystko, co wiedział, ale niestety było tego niewiele. – Zmarszczyła brwi. – Sama bym mu nic nie powiedziała. Serio, na jakiej podstawie zlecono mu tę robotę?
    - Zdobyłem nagranie z tylnego wjazdu na cmentarz. O godzinie drugiej pięćdziesiąt cztery skorzystało z niego ciemne volvo, zgadnij, na kogo zarejestrowane?
    - Daj spokój, nawet Malewi nie jest aż tak głupi.
    - To prawda, nie jest. Iloraz inteligencji jednak wystarczył mu tylko na tyle, by pożyczyć samochód od kumpla.
    Nika klasnęła otwartą dłonią w czoło.
    Usłyszała pikanie elektrogitymacji rzuconej na torbę treningową. Podeszła do niej a w raz z nią cztery jej klony w lustrach.
    Tony. Faktycznie, już późno.
    - Tak?
    - Tak? Tak?! Gdzie ty się szlajasz?
    - Luz, luz, ćwiczyłam lewy sierpowy. Bardzo się spóźniłam? – Udając, że wczuwa się w sytuację przyjaciela oglądała paznokcie. Zdecydowanie powinna odmalować, odpryski było widać już z kilometra.
    - To bardzo dobrze, że ćwiczyłaś. Przyda ci się jak już cię znajdę! Czemu nie powiedziałaś, że się spóźnisz? Wiesz, jak się z Alexią martwiliśmy?
    - Głównie to ona wpędziła cię w nerwy, prawda? Już wracam, odgrzeję sobie pizzę z lodówki. Zresztą nie jestem głodna. Pamiętasz tę sprawę, którą dostałam? Myślę, że to nie był jednorazowy wyskok. Za tym musi się kryć coś więcej. Odebrałam dziś szkice osobowościowe dziewczyn, które ostatnio znaleziono martwe lub zaginęły. Zgadnij, co je łączy?
    Usłyszała ciszę niedowierzania.
    - Tobie tak łatwo przychodzi zmiana tematu. Nie wiem, wiek, rasa, status majątkowy?
    Nika uśmiechnęła się lekko.
    - Też. Wszystkie były raczej młode, a rasa typowa dla tego klimatu, co do finansów, to przecież wykluczyliśmy napady rabunkowe. Nie, w szkicach pojawia jedna i ta sama, kluczowa moim zdaniem informacja. Wszystkie były ponadprzeciętnie zdolne. Jedna niezwykle malowała, inna była niesamowicie inteligentna, jeszcze inna osiągała genialne wyniki w matematyce. Myślę, że to właściwy trop.
    - Sądzisz… Sądzisz, że mamy do czynienia z kolejnym Łowcą Umysłów?
    - Dokładnie.
    ***
    Światła na skrzyżowaniu trwały zdecydowanie za krótko. W każdym razie te zielone. Młodzi, zdrowi ludzie ostatnie metry pokonywali już na czerwonym, a co miały powiedzieć osoby starsze lub po prostu z nie w pełni sprawnymi nogami, przykładowo po złamaniach? Laura wskoczyła na chodnik tuż przed maską zielonej Toyoty.
    Miała ochotę pochwalić się kierowcy świetną hybrydą na jednym z palców, ale resztką woli się powstrzymała i tylko pokręciła głową. W drodze do przychodni zaczęła się zastanawiać, czy wydadzą jej witaminy, bo zostały wypisane na nazwisko „Polon”, ale ostatecznie mogła pokazać jakąś starą kartkówkę z matematyki, która zgnieciona już w formę podpałki do grilla ostała się na dnie torebki. W końcu podpisywała się „Laura P.”, więc ostatecznie powinni uwierzyć.
    Lecznica była prostym budynkiem pomalowanym na szpitalny kolor z szyldem „weterynarz” nad drzwiami. Z zewnątrz wydawała się bardzo mała i naprawdę nie miała pojęcia jak udało się im zmieścić te wszystkie pomieszczenia bez użycia zaklęcia „zmniejszająco – zwiększającego”. W powietrzu unosił się zapach koszonej trawy, czemu towarzyszył denerwujący szum urządzenia, który aktywował się właśnie wtedy, gdy człowiek chciał poczytać książkę.
    Już miała wchodzić na niskie stopnie, gdy usłyszała płacz. Wydawał się być przytłumiony, jakby hamowany. Przeklinając w duchu własną wrażliwość na cudzą krzywdę poszła za dźwiękiem. Weszła w ciemny zaułek koło kliniki. Zorientowała się, że nikogo tam nie ma o ułamek sekundy za późno.
    Ogarnęła ją wszechobecna niemoc. Nie była w stanie poruszyć żadnym mięśniem, jakby wszystkie aksony urządziły strajk. Bardziej zobaczyła niż poczuła czyjeś unoszące ją ręce. Zaczynało brakować jej tlenu, ale nie mogła nabrać powietrza. Choć wiedziała, że nie powinna, zaczęła panikować. Ktoś ułożył ją w swego rodzaju skrzyni obitej drapiącym materiałem. Bagażnik.
    Zobaczyła szmatkę przystawianą jej do twarzy. Ponownie postanowiła zaczerpnąć tlenu i tym razem jej się udało, jednak nie mogła zrobić nic więcej. Domyślała się, że jej oprawca doskonale zna się na układzie nerwowym. Poczuła dziwny zapach. Resztkami woli spróbowała się wyrwać, ale przed oczami zaczęły się jej pojawiać czarne plamy, jakby taśma filmowa się przypalała, jakby grała w filmie Qentina Tarantino.
    Potem taśma się skończyła.
    staranowaziemia.blogspot.com

  7. #17
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Ok, wrzucam kolejny frag. Mam nadzieję, że się spodoba, ale w obydwu wypadkach proszę o komentarze.




    Od progu Tony zmierzył ją wzrokiem od góry do dołu. Kiedy uniosła brwi w niemym pytaniu chwycił ją za rękę i wciągnął do środka. Postawił ją pod lampą sufitową, którą włączył rozpraszając dyskretne cienie nastrojowej rzec można lampki na biurku. Obszedł Nikę nie zważając na to co przy okazji depcze.
    - Hej, podobno miałam już dziś sesję z analizującymi wszystkie komórki mojego ciała naukowcami. Serio, wiem, jak się czują wszystkie ponętne laski kiedy wkładają obcisłą kieckę i idą z kumpelami do baru. Choć chyba wolałabym nie wiedzieć – przyznała po chwili.
    Alexia przyglądała się temu spokojnie i zza bariery, którą tworzy podczas analizy, próbowała wychwycić coś, co pomogłoby jej w rozwiązaniu zagadki.
    - Bądź z nami szczera – Tony chwycił Nikę za nadgarstki i spojrzał jej głęboko w oczy. – Słyszałem, że dali ci dożylnie adrenalinę. Powiedz, czy to prawda?
    Odwzajemniła spojrzenie, choć nie wyrażało zupełnie niczego.
    - Myślałam, że intelekt zabrania ci wierzenia w plotki. Najwyraźniej się pomyliłam.
    - Alex – rzucił do dziewczyny, a sam schował się za drzwiami malutkiej łazieneczki.
    Analityczka wstała wolno z łóżka i podeszła do przyjaciółki.
    - Proszę, czy mogłabyś zdjąć bluzkę? – Zapytała spokojnie.
    Nika wiedziała z doświadczenia, że nie warto o nic jej pytać, bo jeśli nie zechce i tak nic nie powie choćby była poddawana najgorszym torturom, nawet łaskotkom. Powieka by jej nie drgnęła. Dlatego zrobiła, o co poprosiła. Alexia obeszła ją po czym kazała jej się ubrać i zawołała Tony’ego.
    Ledwo zauważalnie skinęła mu głową.
    Usiadł na łóżku i ukrył twarz w dłoniach. Nika patrzyła to na nią to na niego nic nie rozumiejąc.
    - Skąd masz sińce? – Zapytał w końcu nadal na nią nie patrząc.
    - Jakie sińce?
    - Na żebrach. Masz sińce na żebrach – odpowiedziała Alexia beznamiętnie.
    - Nie wiem, nawet nie zauważyłam. O co w ogóle wam chodzi? Tutaj dziwnym by było, gdybym sińców nie miała.
    Alexia wolno usiadła na drugim łóżku. Gdyby dołączyła do Tony’ego, przesłuchiwana, znaczy Nika, miałaby wrażenie, że atakowana jest przez jedną osobę, nie dwie. Tą prostą sztuczką podświadomie obniżyła poczucie pewności przyjaciółki. Stosowanie chwytów psychologicznych na bliskich może i nie było całkowicie etyczne, ale to, co robili z Niką było tego pojęcia jeszcze dalsze.
    - Posłuchaj – zaczęła. – To tylko hipoteza, ale wszystko za nią przemawia. Czasem, kiedy zbyt mocno używasz swoich zdolności, gwałtownie podnosi ci się ciśnie krwi. Wtedy część naczynek pęka i na ciele powstają sińce. Myślę… - spojrzała na Tony-ego. – Oboje uważamy, że kiedy podają ci adrenalinę to ciśnienie się zwiększa niezależnie od ciebie. Wiesz, dlaczego straciłaś przytomność kiedy pierwszy raz podano ci pełną dawkę.
    - Podobno mój organizm źle zareagował na obce ciało – Nika zmarszczyła brwi. – Ale jeśli chodzi tylko o ciśnienie… To by miało sens. To dlatego się wkurzasz kiedy widzisz, że mam sińce i nie wiem skąd, prawda? – Zapytała chłopaka.
    Skinął głową.
    - Rozmawiałem z kierownictwem – powiedział. – Prosiłem, żeby byli ostrożni. Żeby pięć razy się zastanowili zanim coś ci zrobią. Niestety widocznie doszli do innych wniosków. Zrozum, Niki – spojrzał na nią zbolałym wzrokiem. – Oni cię traktują jak elektrownię jądrową. Wystarczyłoby podawać ci odpowiednią dawkę adrenaliny, a stałabyś się samowystarczalnym, potężnym źródłem energii. W każdym razie do pewnego stopnia.
    - Ja za to rozmawiałam z twoim lekarzem – dodała Alexia. – Też nie był zachwycony. Wiesz, sińce można ukryć pod makijażem i najwyżej będą boleć, ale jeśli ci nie wytrzyma, nie wiem, powiedzmy ciśnienie śródczaszkowe, tak jak za pierwszym razem…
    - Wiemy, że jesteś ich królikiem doświadczalnym, dlatego musisz uważać, co ci podają. I obiecaj, że nie weźmiesz więcej adrenaliny – dodał Tony.
    Nika popatrzyła to na nią to na niego, po czym westchnęła z rezygnacją.
    - W porządku, obiecuję.
    Gdyby był to film, w tym momencie operator kamery dałby zbliżenie na jej dłoń schowaną za plecami, by pokazać skrzyżowane palce.


    ***
    „Cześć, jeśli nie odebrałam, to poczty głosowej też nie odsłucham. Wyślij sms.”
    Felix zmarszczył brwi i jeszcze raz wpisał numer. Po kilkunastu przeciągłych sygnałach znów włączyła się nagrana wiadomość.
    - Luz, pewnie są korki, stoi w autobusie, ktoś obok bardzo głośno rozmawia, a na torebkę szczeka pies. Nie słyszy. Zaraz będzie.
    Net siedział na kanapie i przerzucał bezmyślnie kanały w telewizorze podjadając chipsy.
    Felix spojrzał na wyświetlacz telefonu. Godzina była już na tyle późna, że nawet mimo korków Laura powinna już dojechać. Zresztą zadzwoniłaby. Postanowił nie panikować. Mógł zrobić jeszcze jedną rzecz.
    Poszedł do kuchni i z lodówki wziął przyczepioną na kolorowy magnes wizytówkę przychodni weterynaryjnej „Animland”. Chwilę obracał ją w dłoni, ale w końcu się złamał i wstukał numer. Czekając aż ktoś odbierze wyglądał przez okno czy Ktoś nie idzie.
    - Przychodnia Animland, słucham?
    - Dobry wieczór, z tej strony Felix Polon. Na dziś miały być do odebrania witaminy dla mojego psa, Cabana. Niestety nie udało mi się odebrać ich osobiście i obiecała to zrobić –
    - Proszę pana, nie przypominam sobie, żeby ktokolwiek odbierał cokolwiek. Chociaż… Proszę chwilę poczekać, zaraz sprawdzę. – W słuchawce rozległ się chrobot otwieranych szafek i szelest przerzucanych kartek. Felix czuł jak w gardle powoli rośnie mu wielka gula. – Proszę pana, znalazłam opakowanie tych witamin podpisanych nazwiskiem Polon, więc nikt go nie odebrał. Można to zrobić w dowolnym terminie, choć zgodnie z zaleceniami lekarza co do dawkowania.
    - N… Na pewno nie pomylono opakowań?
    - Cóż, nikt tu się już nie bawi w przeklejanie etykiet, więc raczej nie.
    - Dobrze, dziękuję, do widzenia.
    - Do widzenia.
    Felix czuł, że jego serce zaczęło bić jakby szybciej. Niewiele myśląc ponownie wybrał numer Laury schodząc szybko do piwnicy.
    „Cześć, jeśli nie odebrałam, to-”
    Cholera. Ona zawsze odbiera.
    Prawie potykając się o wszystkie graty dopadł komputera i wybudził go ze stanu uśpienia. To była jedna z nielicznych chwil gdy zapominał go wyłączyć i tego nie żałował.
    - Manfred, jesteś tam?
    - Jedna z moich kopii zawsze-
    - Sprawdź zapis z kamer miejskich w okolicy przychodni Animland. I całą trasę od mieszkania Laury do przychodni, mniej więcej z godziny szesnastej.
    - Okay, okay, już.
    Na schodach do piwnicy zadudniły kroki. W wejściu pokazał się Net, przy okazji uderzając głową o framugę.
    - No i gdzie moja przyszywana starsza młodsza siostra? – Zapytał rozmasowując skroń.
    Felix pokręcił głową i zaczął niecierpliwie stukać palcami w blat biurka.
    Twarz Neta wydała się być jednym wielkim znakiem zapytania.
    - Dobra, mam to – odezwał się w końcu mechaniczny głos z głośników. – Chociaż… tylko teoretycznie. Laura była przy drzwiach przychodni po czym skręciła i weszła w zaułek. Potem, aż do teraz kamera jej nie zarejestrowała. – Felix zbladł. – Niestety jest jeszcze jedna, podejrzewam, zła wiadomość. W tym zaułku jest tylne wyjście z przychodni, czy też może jej magazynu. Kilka minut przed zniknięciem Laury, wjechała tam zielona Toyota i, niespodzianka, wyjechała jakąś minutę po tym, jak Laura znikła z kamer. To może być oczywiście zbieg okoliczności, aczkolwiek wozy dostawcze, o ile nie dostarczają rano mleka na wsi, zazwyczaj zatrzymują się u klientów nieco dłużej niż siedem i pół minuty.
    Choć wydawać by się to mogło niemożliwe Felix zbladł jeszcze bardziej. Net, który dopiero rozeznał się w sytuacji, poszedł w jego ślady.
    Felix gwałtownie wstał i drżącą ręką ponownie wstukał numer Laury.
    Błagam, odbierz, błagam, odbierz, błagam-
    „Cześć, jeśli nie odebrałam…”
    - Musimy tam pojechać. Natychmiast – powiedział Net i pobiegł na górę.
    Zaskoczony przyjaciel poszedł za nim. Ten już otwierał drzwi.
    Felix sprawdził, czy Caban ma co jeść i pić, po czym wziął plecak i klucze i zamknął dom.
    - Bierzemy taksówkę czy jedziemy autobusem? – zapytał kiedy doszedł do Neta.
    - Autobus. Są godziny szczytu, więc szybciej będzie bus-pasem.
    Chwilę szli szybko w milczeniu. Kiedy dotarli na przystanek, zostały im jeszcze trzy minuty do odjazdu. Cisza stała się zbyt natarczywa.
    - Myślisz, że?... – zaczął ponuro Felix.
    - Nie wiem, stary. Naprawdę nie wiem. Ale nie pozwolę, żeby ktoś bezkarnie bawił się moją rodziną. Tym razem nie.
    Pół godziny później byli już pod przychodnią. Najpierw weszli w zaułek, gdzie zniknęła Laura. Był do bólu zwyczajny. Czerwone, niepomalowane, ale za to poplamione cegły tworzyły idealną harmonię z chropowatym betonem gdzieniegdzie poprzecinanym kałużami. Nie wiedzieli, czego się spodziewać, ale na widok świecącego pustkami miejsca domniemanej zbrodni mieli mieszane uczucia. Przyjrzeli się dokładnie każdemu calowi powierzchni zaułka, ale nie znaleźli nic specjalnego. Na samym końcu faktycznie ginęły w mroku awaryjne drzwi wyjściowe z lecznicy. Zrezygnowani postanowili jeszcze do niej wejść, na szczęście otwartej również w godzinach wieczornych.
    W poczekalni siedziała kobieta koło sześćdziesiątki z chudym jak zapałka ratlerkiem, który trząsł się niemożliwie i groźnie łypał na drzemiącego na podłodze wilczura, którego pan nie miał szans niczego zauważyć, gdyż rozmawiał przez telefon. Przyjaciele podeszli do wielkiego stołu z recepcjonistką po drugiej stronie.
    - Dzień dobry. Moje nazwisko Polon. Czy-
    - Ach, pan Polon! – Podchwyciła entuzjastycznie młoda dziewczyna. – Dzwonił pan w sprawie witamin. Myślałam, że kto inny miał odebrać, ale cóż, nie moja sprawa, już daję.
    Zniknęła na zapleczu.
    Właściwie Felix chciał zapytać o coś zupełnie innego, ale zacisnął usta w wąską kreskę i czekał aż dziewczyna przyniesie witaminy. Net wyczuł, że przyjaciel może popaść w nerwy, co przy wszelkich dochodzeniach było niewskazane. W każdym razie tak było w kryminałach, które kazała mu przeczytać Laura, a przyszywanej siostrze nie miał serca odmawiać.
    - Ta dziewczyna jest zbyt ładna, żeby wykonywać tak niewdzięczne zajęcie, od którego można dostać szczękościsku, co nie?
    Felix popatrzył na niego wyraźnie wyrwany z rozmyślań, o co właśnie chodziło Netowi, i przytaknął, prawdopodobnie nie wiedząc nawet z czym się zgodził. Chwilę później recepcjonistka wróciła uśmiechnięta, niosąc triumfalnie w ręku opakowanie witamin niczym znicz olimpijski.
    - Proszę bardzo – postawiła pudełeczko na blacie.
    - Dziękuję – Felix schował je do plecaka. – Czy mógłbym o coś jeszcze zapytać?
    - Cóż, oczywiście, choć nie gwarantuję, że będę potrafiła odpowiedzieć.
    Wydawała się nieco zbita z tropu, ale pozostawiła na twarzy ów profesjonalny szczękościsk.
    - Chciałbym zapytać czy mieli państwo dziś dostawę… karmy albo czegoś w tym stylu?
    - Nie, dostawy mamy zawsze w środy, a dziś jest piątek. Mimo to zapewniam, że wszystko jest zupełnie świeże.
    - Ależ oczywiście, po prostu wydawało mi się, że widzę samochód dostawczy. No nic, nieistotne. Dziękuję za witaminy. – Felix pomału kierował się do wyjścia.
    - Nie ma za co. Życzę panom miłego wieczoru – uśmiechnęła się delikatnie.
    - I my pięknej pani również – rzucił Net, po czym wyszli zostawiając dziewczynę nieco zmieszaną, ale bardziej zaskoczoną miłą uwagą.
    Odeszli kawałek od wejścia do przychodni. Net postawił plecak na ziemi i wyjął z niego laptopa. Felix w tym czasie znów spróbował połączyć się z Laurą. Znów bezskutecznie. Gdy usłyszał pocztę głosową miał ochotę rzucić telefonem o ścianę.
    - Spróbuj z mojego – Net podał mu swoją komórkę. – Może z twoim jest coś nie w porządku. – Jego twarz zalał jasny blask ekranu komputera. – Manfred, jest sprawa.
    - To oczywiste, przecież ja istnieję tylko wtedy gdy jest sprawa.
    - Nie, podsłuchaj, to… poważna sprawa. Niecierpiąca zwłoki – dodał, kiedy zerknął na przyjaciela i jego palce niebezpiecznie mocno zaciskające się na telefonie. – Nie synchronizowałeś się ze sobą w felixowym komputerze, prawda?
    - Zgaduj.
    - Dziś koło godziny szesnastej pod przychodnię Animland podjechała zielona Toyota. Sprawdź, gdzie pojechała. Teraz.
    - Dobra, czekaj. Hm… wybacz, ale chyba bardzo ci nie pomogę. Moje kamery zarejestrowały ją do czasu aż wjechał na teren lotniska na Okęciu. Musiałbym zdobyć dostęp do ichniejszych kamer, a to może nie być takie proste. Wbrew pozorom mają naprawdę dobry system zabezpieczeń. Mogę chociaż wiedzieć czemu to takie ważne?
    Net w skrócie opowiedział mu domniemają historię z porwaniem Laury i zabrał swój telefon Felixowi gotowemu spalić urządzenie nienawistno-błagalnym wzrokiem.
    - Wciąż nic? – Zapytał Net. – Tamta Toyota zniknęła na lotnisku. Manfred spróbuje przebić się przez ich zabezpieczenia. Luz, pewnie mu się uda.
    Felix pokiwał głową. Odszedł kawałek. Kilka razy odetchnął głęboko i pozwolił, by letnie, wieczorne powietrze owiał mu twarz, sprowadzając go na ziemię. Wiedział, że musi się uspokoić, bo w panice człowiek nie jest w stanie logicznie myśleć. Wrócił do przyjaciela. Postanowił podjąć drastyczne kroki nawet gdyby okazały się całkowicie zbyteczne. Ze swojego własnego telefonu zadzwonił pod „997”
    - Halo, policja?.. Chciałbym zgłosić zaginięcie.


    ***
    Stary zegar z kukułką nieco zbyt głośno chrobotał gdy wskazówki dochodziły do siódemki na drewnianym cyferblacie. Kompletnie nie pasował do wystroju graciarni zwanej potocznie dziurą Tony’ego i Jean. Mimo to został powieszony na ścianie między jedną szafką na książki a drugą, na honorowym miejscu nad mini-lodówką. Może dlatego, że był pamiątką Tony’ego po babci, a może po prostu jednostajne stukanie uspokajało, tak jak bicie serca matki uspokaja dziecko w jej łonie. Co godzinę z małego okienka wyskakiwał jeszcze mniejszy, ręcznie malowany ptaszek i śpiewał swoją prostą melodię na dwie nuty tak długo jak pozwalała mu na to godzina. Nika bardzo lubiła tego ptaszka. On też, jak ona, był zamknięty w dużym domku, pełnym skomplikowanych mechanizmów, mimo że jemu pozwalało się tylko śpiewać tę jedną melodię o określonej godzinie. Poza tym mógł robić co chciał, ale nie mógł opuszczać swojego domku ani niszczyć kółek zębatych i sprężynek.
    Nika kończyła swoją czarną kawę tak szybko jak tanie romansidło, które na pewno skończy się dobrze, bo inaczej nie kosztowałoby dwanaście dziewięćdziesiąt dziewięć. Tak jak przewidywała, główny bohater ożenił się z główną bohaterką, mieli huczne wesele, ona piękną białą suknię i żyli długo i szczęśliwie. Czasami zastanawiała się, czy Tony i Alexia też sią pobiorą. Wydawać by się mogło, że w tym miejscu ślub będzie rzeczą egzotyczną, a wcale nie. Ludzie potrzebują pewnej stałej, pewności, że niezależnie od wszystkiego ma się tę drugą osobę, która nigdy cię nie opuści.
    A jednak ona to zrobiła. Opuściła przyjaciół. I do dziś dnia nie była pewna, czy postąpiła słusznie, chcąc chronić bliskich. Czy naprawdę się jej to udało. Kiedy ktoś ma naturalną zdolność do ładowania się w kłopoty żadne zabezpieczenia nie pomogą. Tyle wiedziała z tego, co mówił jej Manfred. Swoją drogą nie myślała, że będzie mogła go zainstalować na swoim komputerze. Dopiero dowództwo stwierdziło, że tak będzie lepiej, gdyż będzie miała kogoś dość bliskiego, kto ma mniejszy współczynnik ochoty do wygadywania wszystkiego na prawo i lewo. Uważali, że sztuczna inteligencja nie posiada prawdziwych uczuć, co czyniło ją bardzo przydatną. Nika była przekonana, że kiedyś słono zapłacą za takie poglądy.
    Komputer zaanonsował przychodzące połączenie cichym pikaniem. Dzięki przekaźnikom i wzmacniaczom sygnału można było odbierać i nawiązywać połączenia nawet kilkanaście pięter pod ziemią. Dziewczyna postawiła laptop na łóżku i odebrała.
    - Manfred? – Zmarszczyła brwi. – Przecież mogłeś poczekać, aż cię włączę. Stało się coś?
    - Miałem cię informować na bieżąco w wiadomej kwestii. Chcesz zabłysnąć? Masz okazję. Prawdopodobnie mamy do czynienia z kolejnym porwaniem.
    - O, to ciekawe – Nika wzięła z szafki nocnej notes i długopis. – Od początku. Miejsce i czas.
    - Godzina szesnasta, zaułek przy lecznicy weterynaryjnej Animland.
    - Domniemanie porwania na postawie?...
    - Nagrania i wywiadu.
    Zapisała ostatnie słowa w notesie.
    - Masz to nagranie?
    - Już puszczam.
    Tapetę na ekranie zastąpił wyciąg z monitoringu miejskiego. Zielony samochód wjeżdża do zaułka. Kilka minut później średniego wzrostu dziewczyna o jaskrawoczerwonych włosach podchodzi do drzwi przychodni, po czym odwraca się i idzie w stronę zaułka, skąd jakąś minutę później wyjeżdża ten sam zielony samochód. Nika puściła nagranie od początku i zapisała co ważniejsze szczegóły jak marka samochodu czy numery tablicy rejestracyjnej.
    - Coś musiało zwabić ją do tego miejsca. Zauważ, że prawą stopę skierowała w stronę schodków do wejścia, po czym nagle odwróciła się. Co ciekawe, brak przechodniów, ale to zapewne kwestia przypadku działająca na korzyść porywaczy. Co jeszcze wiemy?
    - Była umówiona z przyjaciółmi na godzinę siedemnastą. Nie dotarła do nich, więc zaczęli jej szukać.
    - Skąd wiesz? Zresztą nieważne, do jakich wniosków doszli?
    - Dziewczyna została porwana, ta toyota jest w przychodni nieznana, w każdym razie recepcjonistce, wiec nie mógł to być dostawca.
    Nika wszystko zapisywała. Kiedy próbowała złożyć informacje w jedną logiczną całość po minucie czy dwóch łapała się na tym, że gryzie końcówkę długopisu.
    - Hm… Niestety z nagrania mamy tylko jej profil. Mógłbyś zdobyć nazwisko?
    - Nika, tu właśnie jest coś… Jest problem. Bo widzisz, ja wiem kim ona jest. Tylko, mała, proszę, spróbuj nie wpadać w panikę.
    - Och błagam, dobrze wiesz przez co przeszłam by nauczyć się kontrolować emocje. No już, mów.
    - To Laura Poniatowska.
    Nika patrzyła tępo w monitor. Na ekranie wciąż widniały jaskrawoczerwone włosy przyjaciółki. Tym razem żadna anty-rama ani żarówka nie zmieniła się w proch. Tylko długopis, który trzymała w dłoni powoli zmieniał się w kulkę, z której zaczął kapać na pościel granatowy atrament.

    staranowaziemia.blogspot.com

  8. #18
    Zainspirowany FNiN Awatar Excepto
    Dołączył
    Mar 2013
    Płeć
    Wiek
    17
    Posty
    91

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Będe dobrym człowiekiem i napiszę komentarz . Czyta się przyjemnie, jest ciekawe. Czekam na więcej.

  9. #19
    Zainspirowany FNiN
    Dołączył
    May 2015
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    51

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Zgadza się Excepto, jesteś dobrym człowiekiem. Jeśli są jeszcze jakieś inne dobre człowieki, to proszę, niech się odezwą, bo system irk odbiera mi aktualnie chęć życia.
    staranowaziemia.blogspot.com

  10. #20
    Zaciekawiony FNiN
    Dołączył
    Feb 2015
    Płeć
    Wiek
    18
    Posty
    16

    Domyślnie Odp: Felix, Net i Nika oraz Procedura X24P5B

    Czyta sie fajnie, w sumie to się nieźle wciągnęłam, więc wrzucaj szybko następny fragment

+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 2 z 8 PierwszyPierwszy 1 2 3 4 ... OstatniOstatni

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

     

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
Odwiedź nas na Google+!
wspiera nas:
©FNiN.eu 2006-2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Developed by: Hern.as

Strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie chcesz,
by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku
zmień ustawienia swojej przeglądarki.