<
+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni
Pokaż wyniki od 1 do 10 z 11
  1. #1
    Wokulski Awatar Fileas
    Dołączył
    Mar 2012
    Płeć
    Wiek
    29
    Posty
    528

    Domyślnie Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Robiąc dziś porządek wśród moich nieśmiałych publicystycznych prób skierowanych do różnych pism, natknąłem się na folder o zastanawiającej nazwie "Zobaczymsy". Otóż w folderze znalazłem początek mojego opowiada sprzed prawie dwóch lat, którego nigdy nie dokończyłem. Do opowiadania były też dołączone notatki, które mniej więcej tłumaczą jak cała rzecz ma się skończyć, jakie powinno być drugie dno i po co w ogóle to pisać. Nie wiem dlaczego opowiadanie było w formie bezprzecinkowej. Przecinki podostawiałem (mam nadzieję, że w miarę porządnie), a po sesji, kto wie może siądę, co by dokończyć drugi rozdział, może potem napiszę trzeci?

    Opowieść jest pewnego rodzaju pastiszem, próbą dyskusji z postacią głównego bohatera jednej z najbardziej wielbionych polskich serii - o jaką serię chodzi chyba łatwo będzie zauważyć, choćby po języku, który UWAGA ZAWIERA PRZEKLEŃSTWA.



    ***
    DULCE ET DECORUM*


    Wszystko już kiedyś było, wszystko już się kiedyś wydarzyło. I wszystko już kiedyś zostało opisane.

    Vysygota z Corvo


    I

    Kirył jechał bardzo powoli. Odkąd odłączył się od towarzyszy, przestał przepadać za tym lasem z jego dusznym letnim powietrzem i zapachem jodeł. Wychował się na równinach zachodniej Wilandii i zamknięta przestrzeń napełniała go niepokojem.
    Kiedy usłyszał za sobą tętent kopyt odruchowo chwycił za broń. Nieznajomy wyłaniający się zza zakrętu - takie sytuacje wpasowują się w atmosferę ciemnych lasów jak cholera. Kirył nie umiał wyjaśnić co niepokoiło go w takich ludziach - mężczyzna był dosyć wysoki, czarnowłosy i śniady, jechał wyprostowany, uśmiechając się do Kiryła. Nie miał przy sobie broni. Żołnierz zaśmiał się gorzko pod nosem.
    - Mości rycerzu - krzyknął mężczyzna.
    - Prrr - Kirył ściągnął wodze, zatrzymując konia - nie jestem rycerzem panie! Prosty ze mnie żołnierz.
    - Czekaj więc mości żołnierzu, dokąd jedziecie, we dwójkę może będzie raźniej - Kirył westchnął, nie był pewien czy powinien cieszyć się z towarzystwa.
    -Daleko na północ i zachód, do księstwa Kluczborskiego! - mężczyzna zdążył podjechać, uśmiechając się do żołnierza promiennie.
    -To nazywacie daleko? Ja jadę aż do stolicy! Ale jakiś czas nasza droga będzie prowadzić razem. Tomasz - dodał wyciągając do Kiryła rękę. Żołnierz uścisnął mu dłoń mimochodem zerkając na spiczaste uszy nieznajomego. Mężczyzna był elfem.
    - Kirył. Mało elfie waści imię, Tomasz ibn nikt i z nikąd?
    -Mało elfie, ze mnie chyba w ogóle nie najlepszy jest elf- odpowiedział obcy dziwnym tonem.
    Kirył uśmiechnął się mimowolnie, może nie trafił najgorzej. Spiął konia ostrogami i ruszyli w tym samym ślamazarnym tempie.
    - Nie nosicie… - żołnierz zawahał się - Nie nosisz broni?
    -Ty nosisz, to wystarczy- twarz Tomasza znów przybrała tajemniczy wyraz. - Skąd wracasz wojaku, wojna już skończona?
    - Ano, dziwna wojna to była - Kirył zamyślił się na chwilę, przełknął ślinę i zaczął opowiadać.
    * * *

    - Wiesz pewnie jak wszystko się zaczęło. Elfia zaraza… Ekhm, wybacz Tomasz.
    Mężczyzna tylko się zaśmiał.
    - Nie jestem z cesarstwa, mój ojciec był kupcem w Gethanam, jestem taki sam Wilandczyk jak ty.
    - Hehe, tylko uszy jakieś mało Wilandzkie - zarechotał Kirył. - Więc ta elfia zaraza, przeszło już 2 lata temu, zaatakowała wasali ingriadzkich, po naszemu to margrabiów , ale oni się hospodary nazywają. Po ichniemu to tyle znaczy co pan, że niby równi królowi są na swoich ziemiach, hehe. Jacy równi to się szybko okazało, spieprzali na dwór w Kargrodzie, że aż miło. Tydzień nie minął, a elfy już swój porządek tam zaprowadziły, ale król Ingriadu, wiesz sam, elfów nie cierpi jak zarazy. Hospodarów grzecznie, hehe, na dwór zaprosił i zaczął radzić, co by tu zrobić, żeby elfy, kulturalnie mówiąc, wypieprzyć. Posłał do swojego brata Władysława, który nam, hehe, szczęśliwie w Wilandii panuje, żeby mu w krucjacie, to znaczy świętej wojnie, pomocy udzielił. A ten, że owszem, ale jak mu Hospodarstwo Chryzejskie w udziale przypadnie. Wściekł się ponoć Leszek Ingriadzki, ale przystał. A nasz Władysław skrzyknął rycerzy i zaciągi porobił… I ja, chociaż jestem z dziedziny świętej pamięci księcia kluczborskiego, pomyślałem: ojciec mi ziemi nie zostawi żadnej, do klasztoru chciał mnie posłać, ale niezbyt mi się to widzi… To i poszedłem i się zaciągnąłem. Dwa lata w elfiej ziemi siedziałem i teraz ona nie elfia a nasza. Poszczęściło się, nawet żołd zapłacili. . . Ale to była dziwna wojna, starsi zaciężni mówili, że takiej jeszcze nie widzieli. Zawsze my, prości staliśmy w pierwszych szeregach i naszych najwięcej ginęło, a teraz krew rycerska się częściej lała. Walczyłem aż do ostatniej bitwy, o ujście Dalaren, kiedyśmy elfów do końca wybili, a cesarz ichni musiał pokój podpisać. Walczył też książę mój pan Henryk Kluczborski z regimentem, bitwy nie przeżył, ale… On tak jakby na śmierć pewną szedł w pierwszym uderzeniu na elfią piechotę. Wiadomo było, że ich za dużo na jeden regiment jazdy stoi, a nawet gdybyśmy przełamali szyki, to tamci za plecami mają rzekę- nie uciekną…
    - Taka polityka - Tomasz uśmiechnął się promiennie. - Wladysław nie jest głupi, celowo wysłał rycerzy na śmierć. Znów zaproponował wprowadzenie tarczowego - żeby szlachta zamiast walczyć płaciła podatki… Ci co przeżyli, przestraszą się kolejnej wojny. Tak czy siak król już wygrał, więc lepiej rzuć to rzemiosło, bo wszystko wróci do normy normy. Z jakiego byłeś regimentu?
    - Pierwszy Regiment Lekkiej Jazdy „Królowa Małgorzata” ! - Kirył krzyknął w las.
    - Haha, nasza królowa może być dumna w takim razie – zawahał się. - W tym tempie nie zdążymy na noc dojechać do karczmy, a czeka nas słynna „Na rozstaju”!
    Kirył zmarszczył brwi.
    - Nie bój się wojaku, w lesie nie spotka cię nic gorszego od elfiej piechoty. Ty masz broń, a ja… Znam coś niecoś te tereny.
    ***

    „Na rozstaju” była największą i najbardziej znaną gospodą w Strumoku. Stała tu ponoć, kiedy jeszcze Strumok był małą wioseczką, a jego mieszkańcy nie mogli nawet śnić, że kiedyś przez ich pola zacznie przebiegać szlak handlowy. Staremu Garvanowi - krasnoludowi od niepamiętnych czasów zarządzającemu karczmą, złoto nigdy nie uderzyło do głowy i często za darmo nocował swoich licznych przyjaciół, wiozących wieści z dalekiego świata - na czym z resztą nienajgorzej wychodził, bo złakniona wiadomości i taniego piwa tłuszcza nigdy nie wychodziła z jego przybytku rozczarowana i zawsze powracała następnego wieczoru.
    - Tomasz, haha, kogoż nam dobre bogi przyniosły i jakie wieści razem z nim! - Garvan krzyknął już od progu trzęsąc niemiłosiernie swoim pokaźnym brzuchem i krzaczastą siwą brodą.
    -Witaj stary, przenocujesz druha i jego nowego przyjaciela? Kirył opowie chętnie kilka swoich wojennych historii w zamian za nocleg. A ja, wiem coś co cię powinno zainteresować.
    Z twarzy Garvana znikła krasnoludzka rubaszność. Kirył wzdrygnął się na wspomnienie słów jednego z towarzyszy broni o karczmarzach… Oni nie są tak naiwni na jakich wyglądają, a gdyby te ich nieszczęsne gospody miały się utrzymywać tylko z naszych pieniędzy, dawno by się rozpadły. Na nie łoży ktoś ważniejszy i bogatszy niż nam się zdaje…
    Żołnierz wszedł do ciemnego pomieszczenia zastawionego ławami. Za ladą piętrzyły się beczki z nienajlepszym piwem, a stoły sprzątały już ładne dziewczęta, śmiejąc się zalotnie do żołnierza. Skąd ten cały Garvan wytrzasnął te kobietki?- przeszło przez myśli Kiryła. Przecież nie napłodził.
    Do sali wchodzili już pierwsi bywalcy karczmy siadając w koło żołnierza. Karczmarz jakimś cudem zdążył puścić po mieście plotkę o pierwszym wracającym z wojny najemniku.
    - Gadajcie panie wojaku, nie dajcie czekać - krzyknęła jedna z dziewcząt. Była niziutka, szczupła i miała ogromne piersi. Żołnierz zastanowił się czy nie powinien kupić kawałka ziemi gdzieś w pobliżu Strumoka.
    - Opowiadaj, opowiadaj - usłyszał szept Tomasza w uchu - ja idę pograć w karty. Widzisz tych dwóch rycerzyków w rogu? Znam jednego z nich, bywał często w Gethanam, niezbyt sympatyczny, niezbyt bystry, zamieszany w kilka afer, ostatnio zagląda na dwór. Z tego co mówi mój przyjaciel Garvan, ma przy sobie królewskie pełnomocnictwo, gdybym je zdobył… Ty dorobił byś sobie na kupno herbu, a ja zabawił się nieco cudzym kosztem. Tylko nie odkładaj broni. Tak na wszelki wypadek.
    Piersiasta dziewczyna patrzyła z niemym uwielbieniem na Kiryła, ten z niepokojem zerkając za elfem zaczął opowieść.
    ***
    - Panowie się nudzą i jeszcze muszą pić ten sikacz! - obcy mężczyzna zbliżył się do stolika Jana. –Bądźmy poważni, Garvan musiał panów z kimś pomylić, to prosty człowiek - nieznajomy uśmiechną się dwornie - jeżeli można go tak nazwać. Ale zdaje się, że pana może było dawniej spotkać Gethanam, a może bywał pan kilka lat temu na dworze królewskim? Pan Jan z Międzyborza?
    Jan uśmiechnął się robiąc miejsce przy stoliku. Mężczyzna wydawał mu się znajomy, przypominał mu kogoś z czasów kiedy… Jan nie zawsze był mile widziany na królewskim dworze. Ale rycerz nie umiał odtworzyć w pamięci całej postaci.
    - Tak, zdaje się, ze miałem okazję pana widywać, ale musiało to być bardzo dawno i wybacz panie nie pamiętam już waszego imienia…
    -Artur… Artur z Mohrungen.
    -Oczywiście, teraz już sobie przypominam - Jan był święcie przekonany, że nie znał żadnego Artura z Mohrungen, ale nudził się niemiłosiernie, a przybysz, w porównaniu z bandą kmiotów słuchających teraz opowieści o wojnie z elfami, wydawał się interesującym towarzyszem rozmów. - Mój towarzysz Morhołt z Orłowa - rycerz przedstawił z niechęcią wielkiego i tępego wojaka. Póki co nie było z niego większego pożytku. Jan zaczynał żałować, że nie wziął w podróż ciekawszej osoby.
    - Miło poznać, dużo słyszałem o waszej służbie dla królestwa - mężczyzna uśmiechnął się. - Garven! Nie zauważyłeś, że panowie są herbowi, zabierz tego sikacza i przynoś najlepsze wino!
    Krasnolud zgiął się w pół i pobiegł po dzban i puchary.
    - Wybaczcie staremu Garvenowi, to prostak, kiedyś… Hehe, już wie, że szlachtę trzeba traktować z szacunkiem... Panowie też trochę się rozczarowali słynnym „Na rozdrożu”? Pamiętam jak pierwszy raz sam tu trafiłem, to było zaraz po tym jak musiałem opuścić stolicę… Strasznie dużo to prostactwa.
    Jan skrzywił się.
    - Tak, liczyłem na to, że w tej miejscowości znajdzie się ktoś gotowy przenocować królewskiego posłańca, ale to nadal prowincja. I mogą na dworze powtarzać, że południe jest naszą przyszłością, ale cywilizacja dotrze tu za dziesięciolecia.
    - Czytacie moje myśli, chociaż nie da się ukryć, że pięć lat temu było tu, hehe… Żeby pan widział, jak poprosiłem o sztućce to Garven nie wiedział jaką potrawę ma przygotować. Jest to w jakiś sposób uwłaczające, że my i oni… w jednej gospodzie. Może i ma w sobie to wieczne biadolenie kapłanów o tym, że dzieje się coraz gorzej, trochę prawdy. Trzy rzeczy, które nas tu trzymają jeszcze to wino, kobiety i karty! Wino już mamy, kobiety tutaj, powiedzmy sobie szczerze, proste, to co panowie?
    - A chętnie, chętnie, nie odmówię, ostatni raz grałem na długo przed wyjazdem - jakakolwiek rozrywka wydawała się Janowi na tym końcu świata zbawieniem.

    Pół godziny później Jan był zupełnie spłukany i absolutnie pijaniutki. Obcy mężczyzna zdawał się jednak grać dla czystej rozrywki, stawiając rycerzom kolejne dzbany wina.
    - Panowie, jak to nie macie o co grać! Gwarantuje, że wasze konie oddam jutro bez gadania, ostatecznie co to za rycerz bez konia!
    - Artur, kiedy my naprawdę! - Jan zabełkotał - Przecież my te konie już trzeci raz z tobą przegrywamy.
    -Panowie, coś, cokolwiek, jesteście posłami królewskimi grajcie o swoje poselstwo - Artur śmiał się w głos.
    Przez plątaninę pijackich myśli do Jana zaczęło coś docierać.
    - Morhołt - rycerz roześmiał się mimowolnie - Artur jest szpiegiem, to wszystko jest ustawione… - czknął głośno, nie przestając się śmiać - Zabij go proszę.
    Nie zdążył wybuchnąć śmiechem drugi raz. Wysoki mężczyzna trzymał krótki nóż na szyi Morhołta.
    - Rzuć broń, już, bo zarżnę jak prosiaka, a Garven byłby bardzo zły, że znów upieprzyłem mu gospodę. A ty Janko siedź tutaj i dawaj list na stół.
    Miecz Morhołta dźwiecznie uderzył o posadzkę. Jan zrozumiał, że jeżeli zacznie uciekać to zginie; nieznajomy był szybki jak elf.
    - Janko, nie daj się prosić. Pamiętasz, to już siedem wiosenek minęło, odkąd spotkałeś się z pewnymi niezbyt sympatycznymi panami w habitach. Wiesz jak się to nazywa? Zdrada Janko, ale na dworze jeszcze o tym nie wiedzą. Co by było gdyby komuś się wymsknęło, komuś kto umie to udowodnić?
    Jan zadrżał, po tylu latach, nie myślał, że…
    - Jeżeli dasz mi list zostawię połowę pieniędzy, pojadę do Kluczborga i dopiero stamtąd poślę na dwór kogoś z wiadomością o twojej przeszłości. Masz dużo czasu, spokojnie dojedziesz do Cesarstwa, a stamtąd, bo ja wiem? Na jakąś wysepkę na Morzu Południowym? Jeżeli w ciągu pięciu sekund list nie będzie leżał na stole, wezmę go sam - dodał nieznajomy uśmiechając się czarująco upiornie.
    Jan drżącą ręką wyjął zalakowaną kopertę, Artur przesunął w jego stronę pieniądze.
    -Spierdalaj! Już! Biegiem!

    Rycerz wyjechał za miasto tak szybko jak nigdy w życiu. Dopiero kiedy ochłonął uświadomił sobie, że przy siodle miał drugi miecz, mógł wrócić do karczmy, zatłuc Artura… Nie, gdyby wrócił, ten pieprzony szpieg wyprułby mu flaki w tak pięknym stylu, że lokalne kmiotki miałyby dosyć „Na rozstaju” na najbliższy rok. Jan zerknął na Morhołta. Na twarzy bydlaka rysowały się pierwsze przebłyski myśli. Mimo swojej tępoty zapyta przecież, o co właściwie chodziło w rozmowie z Arturem.
    - Prr… Stój! - krzyknął Jan - Widziałeś tamte krzaki, ktoś... coś. Cholera, idź to sprawdź.
    Morhołt obrócił się powoli. Jan ciął bez wahania. Głowa towarzysza potoczyła się po drodze w nierównym rytmie. Rycerz zerknął raz jeszcze z pogardą na ciało i pogalopował na zachód.

    ____________________________________
    *Nieobeznanym z łaciną przetłumaczę - dulce et decorum to tyle co słodko i zaszczytnie.
    Ostatnio edytowane przez Fileas ; 07-01-13 o 19:12
    Pułkownik Aureliano Buendia zorganizował trzydzieści dwa zbrojne powstania i wszystkie przegrał. Wyszedł cało z czternastu zamachów, siedemdziesięciu trzech zasadzek i sprzed wycelowanych w niego karabinów plutonu egzekucyjnego. Odrzucił dożywotnią rentę ofiarowaną mu po wojnie i do późnej starości utrzymywał się ze sprzedaży złotych rybek.

  2. #2
    Samobójca Roku :D Awatar Patrycjolona
    Dołączył
    Feb 2012
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    752

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Oj jak mi tu pachnie słodko wiedźminem i krzyżakami Widzę ogólnie wszystko bardzo wyraźnie, ale jednak pogubiłam się w wątku pobocznym. No i widzę kilka (moim literackim ślepym okiem) błędów stylistycznych czy też niedociągłości. Ale jak na razie jest świetnie i śmierdzi mi tu strasznie Sapkowskim .

    Aha i czy przypadkiem to Corvo pisało się przez Ce?
    Ostatnio edytowane przez Drago ; 06-01-13 o 01:06

  3. #3
    Wokulski Awatar Fileas
    Dołączył
    Mar 2012
    Płeć
    Wiek
    29
    Posty
    528

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Ale jak narazie jest świetnie i śmierdzi mi tu strasznie sapkowskim .
    Wszystko już kiedyś było, że tak lekko podpowiem
    Ogólnie bardzo dobrze, że Ci śmierdzi Sapkowskim.

    Hmm... Tak Corvo poprawiam.

    Oj jak mi tu pachnie słodko wiedźminem i krzyżakami
    Tak swoją drogą to nie myślałem, że ktoś dopatrzy się tu Krzyżaków, którzy oczywiście są wpleceni.
    Ostatnio edytowane przez Fileas ; 05-01-13 o 12:00
    Pułkownik Aureliano Buendia zorganizował trzydzieści dwa zbrojne powstania i wszystkie przegrał. Wyszedł cało z czternastu zamachów, siedemdziesięciu trzech zasadzek i sprzed wycelowanych w niego karabinów plutonu egzekucyjnego. Odrzucił dożywotnią rentę ofiarowaną mu po wojnie i do późnej starości utrzymywał się ze sprzedaży złotych rybek.

  4. #4
    Samobójca Roku :D Awatar Patrycjolona
    Dołączył
    Feb 2012
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    752

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Nie z Crovo tylko z Corvo

  5. #5
    Wokulski Awatar Fileas
    Dołączył
    Mar 2012
    Płeć
    Wiek
    29
    Posty
    528

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Zadowolona?
    Pułkownik Aureliano Buendia zorganizował trzydzieści dwa zbrojne powstania i wszystkie przegrał. Wyszedł cało z czternastu zamachów, siedemdziesięciu trzech zasadzek i sprzed wycelowanych w niego karabinów plutonu egzekucyjnego. Odrzucił dożywotnią rentę ofiarowaną mu po wojnie i do późnej starości utrzymywał się ze sprzedaży złotych rybek.

  6. #6
    Samobójca Roku :D Awatar Patrycjolona
    Dołączył
    Feb 2012
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    752

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Bardzo

  7. #7
    Wokulski Awatar Fileas
    Dołączył
    Mar 2012
    Płeć
    Wiek
    29
    Posty
    528

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    II
    Kirył obudził się koło południa, kiedy nie dało się dłużej udawać, że słońce jeszcze nie wstało. Pokój był pusty, żołądek skręcał niemiłosiernie od nadmiaru wczorajszego alkoholu; a myśli łomotały o ściany mózgu w tak bezładny sposób, że poskładanie poprzedniego dnia w całość wydawało się niemożliwe - Tomasz, karczma, dziewczyna, bijatyka, piwo… za dużo piwa. Słońce nieprzyjemnie raziło po oczach.
    Kirył westchnął przeciągając się na łóżku.
    - Wstawaj! - do pokoju pewnym krokiem wszedł elf - jedziemy do Kluczborga razem, mam tam kilka spraw do załatwienia. Umyj się na dole, Garven przygotował balię.
    Kirył przez moment siedział otępiały, jakby świat pędził do przodu nie pytając go o zdanie. Raz jeszcze westchnął podnosząc się z łóżka.

    ***

    Strumok w południe prezentował się znacznie lepiej niż rano. Słońce przebijało się przez drzewa oświetlając zakurzoną drogę. Ciekawe ile kosztuje tu ziemia, znów przeszło przez myśl Kiryłowi. Nawet rozciągający się za miasteczkiem las, nie wydawał się tak przerażający jak wczoraj.
    - Pięknie prawda? - uśmiechnął się Tomasz - trochę przypomina mi to okolice Gethanam, można poczuć się jak w domu.
    Kirył nie odpowiedział. Południe było zupełnie niepodobne do równin Kluczborga, które zaczęły wydawać się mdłe
    - Tomasz… - zaczął powoli - co to właściwie było, wczoraj w karczmie.
    - Powiedzmy, że Jan to mój bardzo stary przyjaciel i mamy powody, żeby się nie lubić. Poza tym książę kluczborski nie żyje, nie miał syna, więc do czasu zamążpójścia jego córki nasz Władek obejmuje tam regencję. A Jan nie wydawał mi się najodpowiedniejszą osobą do reprezentowania Willandii w Kluczborgu. Będąc szczerym myślę, że sam zrobię to lepiej.
    Kirył zatrzymał konia.
    - Słucham? Tomasz, jak zamierzasz reprezentować króla w Kluczborgu? Ukradłeś pełnomocnictwo? Przecież to jest kwestia trzech dni i zadyndasz na szafocie!
    - Być może. Ale przez te trzy dni zabawię się kosztem króla, księżnej i księżniczki. Kirył, Artura eskortował jeszcze jeden rycerz, nie mogę sam wjechać do Kluczborga- na twarzy elfa pojawił się złośliwy uśmiech.
    - Kpisz?
    - Kirył, nie oszukujmy się, też masz ochotę na trochę ryzyka i trochę pieniędzy z kiesy świętej pamięci księcia - uśmiech Tomasza wyglądał coraz bardziej obrzydliwie.
    - Nie specjalnie mam ochotę umierać przez najgłupszy pomysł, o jakim w życiu słyszałem.
    - A umierać za ojczyznę to było ci słodko i zaszczytnie? – Kirył nie wiedział czy to było pytanie. Spiął wodze i kłusem ruszył naprzód.

    ***
    Jechali w niezręcznym milczeniu na tyle długo, że Kirył zaczął żałować spotkania z Tomaszem. Kim w zasadzie był ten nieprzypominający elfa elf z wiecznym uśmiechem na twarzy. Skąd się wziął i po co… Po co robił wszystko? Dlaczego nie mówił nic, żeby chwilę potem zaproponować największe szaleństwo o jakim Kirył w życiu słyszał. Nie odzywając się stanęli równocześnie przy sporej polance. Tomaszowi musiało się spodobać, Kirył uznał, że nic lepszego w tym lesie nie znajdą. Żołnierz bez słowa zaczął zbierać chrust na ognisko.

    - Tomasz – Kirył musiał o to zapytać, nawet jeżeli nie chciał wiedzieć. – Jesteś szpiclem, prawda?
    Elf o dziwo wybuchnął śmiechem.
    - Szpiclem? Skąd taka niechęć? Ja nie mówię do ciebie per najemniku. Ale nie, nie jestem i nigdy nie byłem, jak to ująłeś „szpiclem”. Chociaż miałem przyjemność poznać kilku i zazwyczaj wcale nie różnią się od zwyczajnych ludzi.
    - Czyżby?
    Tomasz westchnął tylko.
    - Wiesz, taka praca. Jak każda inna, taki szpicel wcale nie torturuje niewinnych dziewic na śniadanie i nie zdradza ojczyzny na deser… W sumie nie różni się niczym od żołnierza – czasem musi kogoś zabić, wykorzystać. Takie rozkazy…
    - Czyli źli są tylko ci na górze – zakpił Kirył.
    - Nie oni nie są źli, przecież oni nie zabijają, ani nie torturują w ogóle. A jak już, to przecież nie dla przyjemności… Jest na to takie ładne słowo, racja stanu.
    Przez chwilę milczeli, patrząc się tylko w ogień. Tym razem Tomasz przerwał ciszę, a w jego słowach po raz pierwszy nie było słychać irytującej nuty wszechogarniającej ironii.
    - Kiedyś bawiłem się w politykę, w dyplomację… Wtedy poznałem takich ludzi jak Garven, którzy dziś w nagrodę za wierną i skuteczną służbę odpoczywają sobie na prowincji. Za dobrze ich pamiętam, żeby nie mówić o nich z szacunkiem.
    - To dlaczego nie wypoczywasz teraz na dworze, wśród pałacowych intryg prowadzonych przez tak godnych szacunku ludzi? – Kirył był zły. Nie podobały mu się słowa Tomasza. Gdyby zgodził się na to co mówi nie byłoby już odwrotu, a granica między tym co wolno, a tym czego się nie powinno uległaby zupełnemu zatarciu.
    - To nie tak… Ktoś to musi robić, ktoś tam musi siedzieć i decydować o ważnych sprawach, wywoływać wojny, podpisywać pokoje i organizować przewroty, ale… Przecież to nie muszę być ja – przełknął ślinę nie patrząc na żołnierza, potem uśmiechnął się lekko. – I nie chcę.
    Kirył nie wiedział co myśleć o tych słowach, milczał przez chwilę, zastanawiając się co Tomasz mógl mieć na myśli.
    - W takim razie po co jedziesz do Kluczborga?
    - A po co ty żołdaku posługujący się słowami, które można znaleźć co najwyżej w księgach z klasztornych bibliotek, pojechałeś na wojnę? – mówił energiczniej, szybciej. Kiryłowi przeszło przez myśl, że teraz elf ma go jak na dłoni. A może przejrzał go już na samym początku.
    - Wiedziałeś, że pojadę z tobą do Kluczborga?
    - Wiedziałem. Idź już spać, ja będę trzymał pierwszą wartę.


    ___
    Pozdrawiając moją pierwszą czytelniczkę - reszta tekstu rodzi się w bólach.

    Ostatnio edytowane przez Fileas ; 21-02-13 o 23:08
    Pułkownik Aureliano Buendia zorganizował trzydzieści dwa zbrojne powstania i wszystkie przegrał. Wyszedł cało z czternastu zamachów, siedemdziesięciu trzech zasadzek i sprzed wycelowanych w niego karabinów plutonu egzekucyjnego. Odrzucił dożywotnią rentę ofiarowaną mu po wojnie i do późnej starości utrzymywał się ze sprzedaży złotych rybek.

  8. #8
    Samobójca Roku :D Awatar Patrycjolona
    Dołączył
    Feb 2012
    Płeć
    Wiek
    24
    Posty
    752

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    To niech się rodzi przez cesarkę, bo czytelniczka czeka na więcej
    Ostatnio edytowane przez Fileas ; 22-02-13 o 12:45

  9. #9
    Fan FNiN Awatar FanNeta123
    Dołączył
    Oct 2011
    Płeć
    Wiek
    20
    Posty
    654

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Hahahahahaha, dobre! (do Pat)
    Świetne, widać, że dobrze piszesz! (do Fila)
    "Odrzucam waszą rzeczywistość i zastępuję ją swoim własnym światem!."
    Adam Savage
    ︻芫----

  10. #10
    Zainspirowany FNiN Awatar Kelsey
    Dołączył
    Dec 2012
    Płeć
    Wiek
    22
    Posty
    81

    Domyślnie Odp: Dulce et decorum, czyli rękopis znaleziony przez Fileasa

    Super! Bardzo ciekawe. Czekam na więcej!
    "Metallica lubi życ na krawędzi, ale nikt nie jest w stanie popchnąć jej dalej." (LARS)

+ Odpowiedz w tym wątku
Strona 1 z 2 1 2 OstatniOstatni

Informacje o wątku

Użytkownicy przeglądający ten wątek

Aktualnie 1 użytkownik(ów) przegląda ten wątek. (0 zarejestrowany(ch) oraz 1 gości)

     

Uprawnienia umieszczania postów

  • Nie możesz zakładać nowych tematów
  • Nie możesz pisać wiadomości
  • Nie możesz dodawać załączników
  • Nie możesz edytować swoich postów
Odwiedź nas na Google+!
wspiera nas:
©FNiN.eu 2006-2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Developed by: Hern.as

Strona korzysta z plików cookies. Jeśli nie chcesz,
by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku
zmień ustawienia swojej przeglądarki.
Rekomendacje: Quizado.com - Symulator Familiady, zorganizuj swoją własną Familiadę